W branży zaczynał, podobnie jak wszyscy na przełomie lat 80. i 90., rozwożąc leki osobowym samochodem do zaprzyjaźnionych aptek w okolicach Torunia. Jak niejednokrotnie przyznawał, w pierwszych kontaktach handlowych pomagała mu reputacja mamy, która do dziś prowadzi aptekę. Sam Kazimierz Herba wciąż stara się utrzymywać jak najlepsze stosunki z aptekarzami. Jego firma jako jedyna nie próbowała stworzyć własnej sieci aptek, a zakaz konkurowania z klientami w detalu ma wpisany w statucie.
Zresztą to zrozumienie partnerów nie zawsze było odwzajemniane. Warto choćby przypomnieć, że w początkowej fazie rozwoju Torfarmu aptekarze stali się jego udziałowcami. Szybko jednak się okazało, że nie potrafią myśleć o hurtowym biznesie jako o własnym, który warto rozwijać. Bardziej zależało im na jak najszybszych dywidendach. Dlatego Herba odkupił od nich papiery i zdecydował się wprowadzić spółkę na giełdę.
W momencie debiutu Torfarm miał niecałe dziesięć procent rynku i piąte lub szóste miejsce w rankingu największych dystrybutorów leków w kraju. Dynamiczny rozwój przedsiębiorstwa rozpoczął się niecałe cztery lata temu, gdy dokonał pierwszej poważnej akwizycji hurtowni aptekarskiej Galenica-Silfarm, a rok później również należącej do aptekarzy Optimy Radix.
W środowisku mówiono, że Herba pokonał większych konkurentów, bo detaliści bardziej mu ufali. To, że było to zbyt duże uproszczenie, okazało się, gdy Torfarm przegrał z PGF walkę o największą hurtownię aptekarską – Apofarm. Wtedy zarząd toruńskiej firmy skupił się na restrukturyzacji kosztów i realizacji nowych pomysłów.
Ponad rok temu Herba podjął decyzję o wycofaniu się z zarządu, a Torfarm zaczął informować o kolejnych projektach. Rozwój wirtualnej sieci aptek pod marką Świat Zdrowia i komplementarny z nim program usług marketingowych i sprzedażowych dla producentów leków, własna agencja reklamowa i czasopismo poświęcone zdrowiu, w końcu własna marka leków, którą wprowadzono na rynek. Celem jest szukanie dodatkowych źródeł zysku wokół głównego – niestety z natury niskomarżowego – biznesu hurtowego.
Herba, który ma obecnie 45 proc. akcji Torfarmu wartych około 130 mln zł, przyznaje, że wiele nowych rzeczy, które dzieją się obecnie w spółce, to zasługa najbliższych współpracowników. Szczególnie Dariusza Śmiejkowskiego, którego zna jeszcze ze studiów w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, a który potrafił zrealizować pomysły wcześniej już krążące po głowach zarządu. Zresztą umiejętny dobór współpracowników to jedna z zalet Herby. Z prezesem Piotrem Sucharskim współpracuje blisko dziesięć lat.
– Kazimierz ma w sobie coś, co przyciąga ludzi. Jest wizjonerem i sprawnym menedżerem. Co ważne i co wyróżnia go spośród innych szefów i właścicieli firm – ma zaufanie do swojego zespołu. Tam, gdzie intuicja mu podpowiada, że ktoś inny może coś zrobić dobrze albo nawet lepiej – daje wolną rękę – tak podsumowuje swoją współpracę z Herbą Sucharski. Sam Herba przyznaje, że jest zapalonym szachistą i to ta strategiczna gra nauczyła go planować na kilka ruchów do przodu, a przy okazji pobudziła zmysł rywalizacji, uodporniła na stres i uczyniła cierpliwym. Może dlatego o najświeższym osiągnięciu Torfarmu, czyli przejęciu Prospera i objęciu pozycji lidera dystrybucji leków, mówi już bez dużych emocji, jako czymś naturalnym.
[ramka][b]Skokowy wzrost przychodów [/b]
Po wynikach za III kwartał kurs Torfarmu spada. Po przejęciu Prospera przychody grupy wzrosły w III kwartale o 60 proc. do przeszło 1,5 mld zł, ale na razie nie widać poprawy rentowności. Co prawda konsolidowany zysk netto Torfarmu wzrósł z 4,2 mln zł do ponad 18 mln zł, ale z tego aż 11,8 mln zł to wynik przeszacowania wartości niedawnego konkurenta, udziały którego kupiono poniżej wartości księgowej. [/ramka]