Wiosenna promocja -50% na Parkiet.com z NYT!
Wiosenna promocja dotyczy rocznej subskrypcji Parkiet.com w pakiecie z The New York Times.
Kliknij i poznaj warunki
Od czasu wynalezienia PKB zamożność świata wzrosła znacznie bardziej, niż sugeruje ten wskaźnik
Aby rozumieć ekonomię, nie wystarczy znać jej fundamenty, trzeba też znać jej niuanse – napisał w 2009 r. w jednym ze swoich ostatnich artykułów Paul Samuelson, jeden z najbardziej wpływowych ekonomistów drugiej połowy XX w. Gdyby wszyscy adepci nauki potraktowali tę prawdę poważnie, znacznie rzadziej słyszelibyśmy o PKB. Pomijanie niuansów jest bowiem istotą tego wskaźnika, mającego syntetycznie ujmować aktywność w gospodarce. O tym, że PKB nie mierzy dobrobytu, który powinien być przedmiotem zainteresowania ekonomistów, tylko jakiś jeden jego aspekt, a i to robi nieprecyzyjnie, wiadomo nie od dziś. Kilka lat temu o defektach tego wskaźnika jako najpowszechniejszej miary postępu gospodarczego stało się nawet głośno za sprawą raportu grupy wybitnych akademików z noblistą Josephem Stiglitzem na czele. Nie zmieniło to jednak jak dotąd przyzwyczajeń ekonomistów, którzy nadal postrzegają gospodarkę przez pryzmat PKB, ani – przyznaję – dziennikarzy, którzy także za ważniejsze uważają informacje w postaci liczb, a nie mglistych dywagacji o niekwantyfikowalnych zjawiskach. Wciąż – jak ujął to Tomas Sedlacek – „twarde zabija miękkie: jeśli coś da się wyrazić w liczbach, to staje się twardym argumentem, który zwycięża nad tym, czego wyrazić liczbami się nie da".
Wiosenna promocja dotyczy rocznej subskrypcji Parkiet.com w pakiecie z The New York Times.
Kliknij i poznaj warunki