Niemcy wydają się być nacją, która jest najbardziej niezadowolona z wyniku zeszłorocznych wyborów prezydenckich w USA. I trudno się temu dziwić. Trump krytykował władze RFN za ich politykę imigracyjną, a także handlową. Według przecieków podczas majowego szczytu G7 mówił zagranicznym przywódcom, że Niemcy są „bardzo, bardzo złe", jeśli chodzi o handel. Słowa prezydenta doprecyzował później Gary Cohn, jego doradca ekonomiczny, a wcześniej przez wiele lat numer dwa w banku Goldman Sachs. – Jego ojciec był z Niemiec. Prezydent powiedział, że nie ma problemów z Niemcami, ale ma z niemieckim handlem – wyjaśniał Cohn. Kanclerz Angela Merkel broniła swojego kraju w rozmowie z Trumpem, że owszem Niemcy bardzo dużo eksportują do USA, ale też dużo w nich inwestują i tworzą nowe miejsca pracy. Przypominała też, że RFN jest częścią unii walutowej, więc nie można Niemiec oskarżać o monetarny protekcjonizm, tak jak się oskarża o to Chiny. Czy jednak takie argumenty kończą dyskusję? Na pewno nie.