Głębszej korekty ani widu, ani słychu. I to w sytuacji, gdy czynników ryzyka z każdym tygodniem przybywa. Tych globalnych oczywiście, bo to one są teraz największym zmartwieniem inwestorów.

Obserwowana w ostatnich tygodniach relatywna siła warszawskiej giełdy to nie jest jedynie lokalna anomalia. Owszem, na niektórych parkietach, jak np. na giełdzie w Paryżu, rozpoczęta przed miesiącem korekta przyjęła słuszne rozmiary, ale na wielu innych cofnięcie jest naprawdę niewielkie. W tej grupie indeksów znalazł się m.in. amerykański S&P 500.

Giełdowa kropla strachu jednak wciąż drąży skałę optymizmu inwestorów. To wprawdzie ten sam katalog czynników ryzyka, jaki jest obecny od wielu tygodni, ale jako że on nie znika, więc kiedyś ta przysłowiowa czara goryczy musi się przelać.

Największym źródłem problemów pozostaje oczywiście Bliski Wschód. To matka wszystkich problemów. Konflikt nie tylko się nie kończy, ale w ostatnich dniach ponownie przybrał na sile. Ataki na infrastrukturę naftową Arabii Saudyjskiej i problemy z transportem ropy wywindowały ceny ropy powyżej psychologicznej bariery 100 dolarów, windując jednocześnie ceny diesla w wielu krajach do rekordowych poziomów.

Drogie paliwa, przy jednoczesnym braku perspektyw na szybkie zakończenie kryzysu na Bliskim Wschodzie, co dostrzega już Biały Dom (prezydent Trump ostatnio przyznał, że wojna zakończy się dopiero po listopadowych wyborach połówkowych w USA), wywołują obawy o inflację, windują w górę rentowności długu na całym świecie i nakręcają strach przed podwyżkami stóp procentowych przez banki centralne. W przypadku tych ostatnich ważnym drogowskazem będzie środowa decyzja amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Mając to wszystko na uwadze, trudno zakładać inny niż korekcyjny scenariusz na giełdach na najbliższe tygodnie. Dotyczy to tak samo Wall Street, jak i warszawskiej giełdy. Szczególnie że czas gra tu przeciwko akcjom.

Nie oznacza to jednak końca hossy. Zdecydowanie nie. Po pierwsze dlatego, że byki z Wall Street wciąż mają w ręku silny argument po swojej stronie. Mianowicie, wyceny amerykańskich akcji pozostają relatywnie atrakcyjne. Po drugie, i to już bardziej argument dla globalnych rynków akcji, wszystkie wymienione wyżej czynniki ryzyka sprowadzają się do jednego: Bliskiego Wschodu. Jeżeli tam sytuacja się uspokoi, a kiedyś musi to nastąpić, nie tylko wspomnieniem zostaną trzycyfrowe ceny ropy, ale też zniknie strach przed inflacją, podwyżkami stóp procentowych i sytuacją na rynku długu. Wystarczy jedna dobra wiadomość z Bliskiego Wschodu, żeby sytuacja na giełdach zmieniła się o 180 stopni. I z tego powodu należy założyć, że zbliżające się cofnięcie na giełdach będzie mieć tylko korekcyjny charakter. Niewiadomą pozostaje jedynie to, jak głęboka to będzie korekta.