WIG20 oddał 0,67 procent przy obrocie przekraczającym 1,63 miliarda złotych, gdy indeks szerokiego rynku WIG stracił 0,34 procent z licznikiem pokazującym przeszło 2,08 miliarda złotych. Z perspektywy końca sesji widać, iż rynek był relatywnie słabszy od otoczenia i od poranka nie potrafił posilić się bezterminowym przedłużeniem rozejmu między USA i Iranem przez prezydenta Donalda Trumpa. W istocie, na starcie GPW nie potrafiła odpowiedzieć na spadek cen ropy, wzrost cen metali, osłabienie dolara i związane z tym umocnienie złotego. W kolejnych godzinach pozytywne impulsy z tych kierunków zaczęły tracić na sile, a nawet zmieniać się w układ sprzyjający podaży. W efekcie, w żadnym punkcie sesji WIG20 nie znalazł się powyżej poziomu zamknięcia sesji wtorkowej, gdy w skrajnym strata zbliżała się do -1 procent. Finalnie można mówić o sesji, która wpisuje się, a nawet wzmacnia poniedziałkowe ostrzeżenie przed korektą i zadyszką byków, gdy WIG20 sięgnął poziomu 3700 pkt. Gdy we wtorek można było jeszcze mówić o konsolidacji, to dziś indeks pogłębił odejście od szczytu hossy i w pewnym sensie wymusił na popycie odsunięcie się w rejon psychologicznej bariery 3600 pkt. Technicznie patrząc podaż nie ugrała wiele. Linia ostatniej fali wzrostowej, którą można uznać za lokalny trend wzrostowy była dziś broniona, gdy pierwsze naprawdę ważne wsparcia zalegają dopiero w rejonie 3500 pkt. Niemniej, kluczowe wskaźniki wyszły sygnałami sprzedaży ze stref wykupienia, więc pogłębienie spadku poza rejon 3600 pkt. nie będzie zaskoczeniem. Oceniając układy na wykresie WIG20 nie warto tracić z pola uwagi zachowania giełd bazowych, które po wycenieniu zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie – możliwe, że odrobinę przedwczesnym – przesunęły uwagę na wyniki kwartalne spółek i czekają już na przyszły tydzień, który przyniesie raporty amerykańskich gigantów technologicznych.

Adam Stańczak

Analityk DM BOŚ

Wydział Analiz Rynkowych

Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.