Formułując prognozy rynkowe na 2026 r., mało kto zakładał, że na pierwsze miejsce wśród ryzyk wysunie się szeroki konflikt na Bliskim Wschodzie oraz drastyczne wzrosty cen ropy naftowej. Dziś zapewne każdy inwestor i analityk zadaje sobie pytanie, jakie są konkretne cele „operacji specjalnej” w Iranie oraz jak długo może ona potrwać.
Sytuacja pozostaje bardzo dynamiczna – w momencie pisania tego komentarza (stan na wtorkowe popołudnie) na rynkach dominuje silny tryb risk-off. Czas działa na niekorzyść rynków: im dłużej Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta, tym większe będą szkody wynikające z zaburzeń w łańcuchach dostaw. Zakładamy jednak, że taki stan nie może potrwać zbyt długo, ponieważ w przypadku blokady cieśniny nie ma wygranych – są jedynie mniej lub bardziej przegrani. Wśród tych bardziej przegranych znajdują się Chiny, które przez Cieśninę Ormuz importują największe ilości surowców energetycznych. Nic więc dziwnego, że Pekin rozpoczął już naciski dyplomatyczne na Iran, aby umożliwił swobodny przepływ tankowców.Należy pamiętać, że wciąż mówimy o zaburzeniach w łańcuchach dostaw, a nie o trwałej destrukcji podaży. Jeśli z Bliskiego Wschodu nie napłyną informacje o istotnych uszkodzeniach infrastruktury wydobywczej, każda forma deeskalacji może oznaczać wyraźne spadki cen ropy i gazu. Potwierdza to kształt krzywej terminowej, która silny wzrost cen ropy dyskontuje głównie w krótkim terminie (wyraźne backwardation).
Choć obecnie trudno wyobrazić sobie taki scenariusz, w dłuższej perspektywie atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran może paradoksalnie wywrzeć dodatkową presję spadkową na ceny ropy. Po osiągnięciu założonych celów oraz ewentualnym ukształtowaniu się nowej struktury władzy w Iranie, realnym scenariuszem mogłoby stać się zniesienie sankcji nałożonych w przeszłości przez USA. W takim przypadku doszłoby prawdopodobnie do uwolnienia znaczących ilości irańskiej ropy, magazynowanej od dłuższego czasu na statkach tzw. floty cienia.
Cele „operacji specjalnej” nie zostały jasno określone przez administrację Białego Domu. Nie jest to przypadek – takie podejście daje przestrzeń do elastycznego reagowania i umożliwia ogłoszenie sukcesu operacji w dogodnym momencie. Zbliżające się wybory połówkowe w USA stanowią dodatkowy bufor bezpieczeństwa. Ceny ropy na poziomie 90–100 USD za baryłkę oznaczałyby wzrost inflacji CPI w USA do 3,5–4 proc. Taki scenariusz oznaczałby sromotną porażkę Republikanów i Biały Dom jest tego świadom.