Granica 2 bln zł została jednak przekroczona prawdopodobnie dopiero w lutym, na koniec stycznia brakowało do tego 12 mld zł, a tylko w ub.r. nasze zadłużenie rosło średnio po 27 mld zł miesięcznie, przy czym w grudniu było to 43,1 mld zł, a w styczniu 46,4 mld zł. Kierunek jest więc znany. Pozostaje pytanie o strukturę zadłużenia.
Na krajowym kapitale
Choć inwestorzy zagraniczni kupowali rządowe obligacje, to jednak robili to dość oszczędnie. Ich udział w strukturze zadłużenia spadł do 28,4 proc. z 31 proc. rok wcześniej i był to trzeci spadek z kolei. Jeśli jednak pominąć nieznaczny wzrost między 2022 i 2023 r., to w istocie udział inwestorów zagranicznych w finansowaniu naszego zadłużenia spadał w dziesięciu na ostatnich 11 lat i w tym czasie zmniejszył się z 58,6 proc. do 28,4 proc., a więc o ponad 51 proc. To bardzo duża zmiana jakościowa, która z jednej strony ogranicza zależność od inwestorów zagranicznych, z drugiej natomiast stworzyła niebezpieczeństwo w innym miejscu.
W 2025 r. zaangażowanie krajowych banków w dług skarbowy wzrosło o 160 mld zł do 769 mld zł (wliczając NBP, którego pozycje zmniejszyły się o 14 mld zł do 54,2 mld zł), a krajowych inwestorów niebankowych o 113 mld zł – widać więc, że zdolność skarbu do zwiększania zadłużenia zależy od głębokości kieszeni krajowych inwestorów, a w szczególności banków.
obligacje.pl
Ponieważ obligacje skarbowe zwolnione są z podatku od aktywów bankowych, bankom opłaca się inwestowanie w obligacje rządowe. Alternatywą jest wszak udzielanie kredytów. W ten sposób podatek bankowy przyczynia się do ograniczenia konkurencji na rynku kredytowym, natomiast kredytobiorcy stają się bardziej uzależnieni od rentowności papierów skarbowych, banki nigdy nie zaoferują oprocentowania kredytów choćby porównywalnego z tym, co płaci im skarb państwa.