Ten ostatni wskaźnik jest pewnego rodzaju nowością. Jego istotą jest stosunek wpłaconych zaliczek do wysokości zapasów. W zapasach deweloperzy umieszczają zarówno mieszkania już wybudowane (ale nieprzekazane), w trakcie budowy, jak i grunty, na których prace jeszcze nie ruszyły i czekają np. na komplet zezwoleń. Ten ostatni element może dawać mylące wskazania, bo deweloperzy gremialnie skarżą się na wydłużenie oczekiwania na pozwolenie na rozpoczęcie budowy. Bez niego nie mogą rozpocząć sprzedaży, zatem im wyższy jest udział „surowych" gruntów w zapasach, tym niższy może być wskaźnik pokrycia zapasów zaliczkami, co samo w sobie nie wygląda obecnie na nic ryzykownego. Prawie wszyscy deweloperzy chcieliby rozbudować banki ziemi i dobre lokalizacje łatwo byłoby sprzedać za dobrą cenę.