Wówczas jednak spadek rentowności był efektem światowej paniki i desperackich prób zakupu jakichkolwiek instrumentów dłużnych o wysokim prawdopodobieństwie spłaty bez względu na ich cenę. Następnie rentowności obligacji wystrzeliły (na całym świecie) i w przypadku kilku krajów wspięły się do poziomów sprzed pandemii. I od tego momentu korelacja między polskimi papierami skarbowymi i resztą obligacji na świecie się urwała. U nas rentowności spadały, wracając do dna z okresu paniki rynkowej, a na większości rynków rozwiniętych widoczna była pewna korekta, niekiedy nawet znacząca (jak w USA czy Korei Południowej), podczas gdy na rynkach wschodzących częściej kontynuowano wyprzedaż obligacji. Wyjątkiem są Chiny, gdzie rentowność obligacji jest niższa niż przed pandemią (2,5 proc., wobec 3,2 proc. na początku roku; Chiny zresztą w ogóle nie przechodziły przez okres silnego wzrostu rentowności obligacji w tym roku).