W minionym roku wartość tego rodzaju emisji sięgnęła 110 mln zł, a wartość zapisów była niemal równa ofercie (co nie znaczy, że wszystkie emisje się udały – w niektórych pojawiały się nadsubskrypcje). Inwestorzy powinni jednak pamiętać – małe emisje (do 10 mln zł) to najsłabiej spłacana część rynku, ryzyko utraty środków jest w tym przypadku najwyższe. W dodatku obligacje z tego rodzaju emisji rzadko trafiają na Catalyst, gdzie progiem jest 5 mln zł. Niektórym emitentom wcale to nie przeszkadza, kontakt z rynkiem publicznym oznacza konieczność publikacji sprawozdań finansowych, raportów bieżących i czasem niechcianego rozgłosu. Wśród firm, które przeprowadzały tego typu emisje w 2020 r., znajdziemy spółki założone kilka miesięcy wcześniej, firmę, która zbudowała wielopiętrową strukturę holdingową powiązaną kapitałowo i osobowo czy wreszcie firmę, której celem emisji jest odkupienie nieruchomości od głównego akcjonariusza. Są też przykłady spółek, których wskaźniki zadłużenia czy płynności dalece wykraczają poza standardy rynku kapitałowego.