Niewiele zmieniło się w przebiegu dzisiejszej sesji. WIG20 po osiągnięciu 1445 pkt. w początkowej fazie sesji znajduje się w dalszym ciągu w trendzie spadkowym, który sprowadził go do poziomu obecnych 1426 pkt. To oznacza już tylko symboliczny wzrost w porównaniu z piątkowym zamknięciem przy niskich obrotach, które nieznacznie przekroczyły 90 mln zł.
Widać z tego, że notowania dzisiejsze nie przynoszą, jak na razie większych emocji i nie zmieniają prawie wcale obrazu rynku. Podobnie przebiegają sesje na głównych europejskich parkietach, na których brak jest wyraźnej tendencji. Niemiecki DAX traci 0,5% w odpowiedzi na zaskakująco słabe dane dotyczące zamówień w niemieckim przemyśle w marcu. Ich wartość spadła o 4,4%, licząc miesiąc do miesiąca, czyli w o wiele większym stopniu od oczekiwań analityków. To był najgwałtowniejszy spadek od wielu lat, a jego powodów można dopatrywać się w ogólnoświatowym spowolnieniu gospodarczym. Z drugiej strony reakcja giełdy na tak słabe dane wydaje się bardzo umiarkowana, co daje podstawy do przypuszczenia, że jest to wliczone już w ceny akcji, a głównym determinantem sytuacji na światowych rynkach akcji w obecnej chwili jest koniunktura na giełdach w USA.
Na razie brak jest tam negatywnych sygnałów, a ignorowanie złych informacji (ostatnie dane o bezrobociu) świadczy o psychologicznym przełamaniu się, wynikającym z przeświadczenia o tym, że najgorsze już minęło, a najbardziej negatywny wariant rozwoju wypadków został już wliczony w ceny akcji. To powinno sprzyjać rozwojowi tendencji wzrostowej.
Kontrakty na amerykańskie indeksy nie notują wyraźnych zmian. Zarówno na NQ, jak i S&P tracą po 3 pkt.
Krzysztof Stępień