Na niewiele starczyło stronie popytowej animuszu. Dzisiejsza sesja zakończyła się utworzeniem kolejnej czarnej świecy, która, co gorsza, przełamała stromo wznoszącą się linię krótkoterminowego trendu wzrostowego. Ostatnia sesja w ubiegłym tygodniu była przejawem słabnięcia popytu. Wówczas można było mieć jeszcze nadzieję, że słabość ta jest chwilowa i stanowi naturalnym przystanek przed dalszymi wzrostami. Niestety, poniedziałkowe notowania rozwiały te złudzenia. Oprócz przełamania wspomnianej linii wsparcia oscylatory szybkie wygenerowały sygnały zamknięcia pozycji długich. Wciąż jednak istnieje szansa na zatrzymanie fali spadkowej i wejście rynku w trend horyzontalny. Niezbędnym warunkiem jest jednak utrzymanie średnioterminowej średniej kroczącej, która przebiega obecnie na wysokości 1143 pkt., czyli symboliczne 4 pkt. poniżej zamknięcia. Trend boczny nie stanowi jednak wystarczającej pokusy, aby decydować się na utrzymywanie zaangażowania się na rynku akcji. Napływ negatywnych wieści z otoczenia makro ucichł, wszyscy czekają na wykrystalizowanie się układu politycznego po tegorocznych wyborach. Deklaracje publiczne namaszczonego przez większość ekspertów na przyszłego ministra finansów Marka Belki wskazują, że przyszłoroczny budżet będzie kamizelką Dawida na ciele Goliata. To przecież ostatnia chwila na powstrzymanie ryzyka wymknięcia się sytuacji gospodarczej spod kontroli. Ostatnie wydarzenia zza oceanu sugerują, że test marcowych den na indeksach może stanowić motor napędowy głębszej przeceny w naszym kraju. Trudno oczekiwać, że przez dłuższy czas nasza giełda będzie zachowywała się w opozycji w stosunku do Eurolandu czy pozostałych regionów uprzemysłowionych.
Marcin T. Kuchciak
PARKIETU