Dzięki ponad 14-proc. skokowi w górę, WIG20 odrobił całość strat poniesionych po 10 września w wyniku reakcji rynku na atak na USA. Ostatnimi laty porównywalne 3-sesyjne zrywy wystąpiły jedynie dwukrotnie: 28.10?2.11.1998 r. (WIG20 +15%) oraz 13.04?20.04.1995 r. (+16,2%). Obie te euforyczne zwyżki rynku z przeszłości mają dwie wspólne cechy. Po pierwsze, wystąpiły podczas fal wzrostowych rozpoczynających dwie kolejne hossy na naszym rynku akcji (III?95?II?97 r. oraz X?98?III?2000 r.). Po drugie, pojawiały się tuż przed zakończeniem tych inicjujących hossę zwyżek. Wigor wykazany przez rynek w tym tygodniu oraz powyższe analogie zdają się potwierdzać wcześniejszą hipotezę na temat zbliżania się początku wzrostu cen akcji silniejszego i dłuższego niż dotychczasowe korekty bessy, a będącego odzwierciedleniem oczekiwań na przełamanie na początku przyszłego roku tendencji recesyjnych występujących w gospodarce światowej.

Na razie ostatni wzrost oznacza jednak jedynie nadrobienie ?zaległości? względem rynków zagranicznych powstałych na początku października w wyniku niepewności co do składu nowego rządu. Prawdziwy test siły globalnego rynku nastąpił dopiero w środę w nocy, a był nim ostateczny wynik ataku Nasdaq Composite na lukę powstałą pomiędzy 10 a 17 września w strefie 1629?1669 r. Osobiście skłaniam się ku założeniu, że indeksy rynków akcji w USA nie poradzą sobie jeszcze tym razem z oporami stwarzanymi przez marcowo-kwietniowe minima, a to będzie oznaczać, że na razie również i nas pokusa zadowolenia się ?wróblem w garści? (strefa 1147-1200 pkt. w październiku) okaże się silniejsza od nadziei na ?gołębia na dachu? (WIG20 1500 pkt. na wiosnę). Struktura techniczna średniej przemysłowej Dow Jonesa, rozpatrywana przez pryzmat teorii Elliotta, aż prosi się o ostatnią falę spadkową do nowego minimum, ale ?ezoteryczny? charaktery tego argumentu nie pozwala oczywiście na przesadne upieranie się przy tym założeniu.

Wojciech Białek

SEB TFI SA