Pogarszająca się koniunktura na największych europejskich giełdach zrobiła wrażenie również na naszych inwestorach, którzy bardziej zdecydowanie, niż w pierwszych dwóch godzinach sesji, przystąpili do sprzedawania akcji. To spowodowało spadek WIG20 mniej więcej do poziomu wczorajszego minimum przy 1150 pkt. przy wcale niemałej aktywności inwestorów. Obroty są niewiele mniejsze, niż wczoraj i wynoszą blisko 140 mln zł.
Rynek staje zatem ponownie przed ważną próbą, związaną z testem poziomu 1145-1150 pkt., wyznaczonego przez zamknięcie z 11 października i podstawą białej świecy z 16 października. Z jego przebiciem można wiązać sprawę przesądzenia znacznego pogłębienia korekty w następnych dniach. Jeśli spojrzeć na wykres minutowy kwestia ta zdaje się być przesądzona. Tworzeniu ostatniego szczytu powyżej 1200 pkt. towarzyszyła bardzo silna dywergencja na wskaźnikach takich, jak RSI oraz MACD. Wczorajsza zwyżka nie przekroczyła minimum na wykresie minutowym z dnia poprzedniego, co wygląda na typowy ruch powrotny. Trzeba też wziąć pod uwagę, że skoro rynek już raz testował wsparcie i ponownie spada do jego wysokości, to szanse jego obrony po raz drugi są znacznie mniejsze. Ale nie ma co przesądzać sprawy już w tym momencie.
Warto zwrócić uwagę na ciekawą sytuację. Mianowicie do zniżek przyczyniają się w największym stopniu te walory, które w poprzednich dniach najmniej zyskały. Spółki z branży komputerowej nadal trzymają się bardzo dobrze, co potwierdza, że jest to obecnie jeden z najbardziej atrakcyjnych sektorów rynku. Spadki dotknęły głównie banki, z których Pekao i BRE tracą po 4%. Po przeciwnej stronie są Computerland i Softbank, które zyskują po około 1%. Jednak towarzyszą tej zwyżce dość skromne obroty, co czyni ją mało wiarygodną. Trudno się oprzeć wrażeniu, że rosną niejako siłą rozpędu.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu