Od kilku dni obserwujemy na rynku swoistą grę pomiędzy stronami rynku. Polega ona na tym, kto pierwszy zostanie zmuszony do działania. Sprzedający liczą na to, że dalsze zwyżki na rynkach zagranicznych wymuszą uaktywnienie się strony popytowej. Ta zaś powstrzymuje się z działaniami w oczekiwaniu na to, iż stopniowy i łagodny, acz konsekwentny spadek kursów wymusi sprzedaż akcji, co sprowadzi ceny do bardziej atrakcyjnych poziomów. Minione sesje pokazują, że to stronie podażowej zaczynają powoli ?puszczać nerwy?, o czym można było się przekonać po wtorkowych notowaniach, w czasie których spadły indeksy, a towarzyszył temu wzrost aktywności inwestorów. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że przez kilka poprzednich sesji obroty wyraźnie malały.
Jednak przy tych negatywnych krótkoterminowo sygnałach z rynku nie wydaje się możliwe przełamanie bardziej istotnego wsparcia, które dla WIG20 można wyznaczyć na poziomie 1190 pkt. bez silniejszego impulsu z otoczenia rynkowego, niż ?odgrzewana? po raz kolejny sprawa Argentyny, na którą nie reagują nawet rynki i waluty w Brazylii i Turcji, czy też zamieszanie wokół RPP. Takim impulsem może być rozpoczęcie spadków na zagranicznych parkietach, personalne decyzje poszczególnych członków RPP, którzy ujmując się honorem zrezygnują z powierzonych im funkcji, czy też przeprowadzenie przez Sejm, na fali wzmożonej niechęci do Rady, nowelizacji ustawy o NBP. Takie wydarzenia musiałyby podziałać na wyobraźnię inwestorów.
Warto też wspomnieć słowo o podłożu obserwowanych jesienią wzrostów, którym, w powszechnej opinii, ma być przyszłoroczne ożywienie gospodarcze. Mamy tu do czynienia z ukształtowaniem się powszechnego złudzenia, bo przecież nawet dość optymistyczne prognozy mówią raczej o ustabilizowaniu się sytuacji na tegorocznym poziomie niż jej poprawie. Może jednak tym razem przewidywania okażą się zbyt ostrożne, a rzeczywistość pozytywnie nas zaskoczy. Rynki na to liczą i oby miały rację.
Krzysztof Stępień
PARKIET