Jeśli właśnie na tej wysokości mieliśmy ustawione zlecenia stop, to można mieć wątpliwości, czy padł już sygnał sprzedaży, bo wprawdzie indeks w dalszym ciągu znajduje się powyżej 1265 pkt., patrząc w cenach zamknięcia, ale w trakcie sesji poniedziałkowej przebywał już poniżej tej wartości. O ile moment wejścia na rynek można uzależniać od ceny zamknięcia, o tyle decyzja o zamknięciu pozycji powinna zapadać natychmiast po przekroczeniu wyznaczonego przez nas poziomu. Wynika to z faktu, że przy niezgodnym z naszymi oczekiwaniami rozwoju sytuacji, czekając na koniec sesji możemy zamykać pozycję po cenach znacznie odbiegających od tego, co założyliśmy.

Patrząc na wykres WIG20 dość trudno byłoby uzasadnić pogląd, że ostatni wzrost to początek hossy, a nie tylko korekta w bessie. Wartość wskaźnika szybko rosła w czasie budowania bazy, czyli kiedy znajdował się poniżej 1200 punktów. Natomiast kiedy opór ten został pokonany i powinna nastąpić właściwa, najbardziej dynamiczna część zwyżki, wykres zaczął coraz wyraźniej przechylać się w kierunku południowym. To dokładnie na odwrót, niż być powinno. Takie zachowanie indeksu stawia pod znakiem zapytania formację rozszerzającego się trójkąta, z której wynika wzrost przynajmniej do 1400 punktów, bowiem figura taka jest typowa dla szybkich rynków.

Tomasz Jóźwik

PARKIET