Zatem obraz rynku pozostaje w dalszym ciągu mało czytelny. Można tylko powtórzyć tezy z dnia wczorajszego, sprowadzające się do tego, że skala wtorkowej zwyżki była na tyle duża, by stworzyć zagrożenie dla dominacji niedźwiedzi, ale też ze względu na długość i głębokość wcześniejszych spadków nie ma powodów do zmiany oceny układu sił na rynku. Przewagę ma nadal strona podażowa.
Z informacji około-rynkowych trzeba wspomnieć o dwóch rzeczach. Eskalacji konfliktu wokół RPP, co na pewno naszej gospodarce dobrze się nie przysłuży. Wiara, że stopy procentowe mogą być lekarstwem na dolegliwości strukturalne jest nieuzasadniona. Niższe stopy mogłyby nieco pobudzić procesy ekonomiczne, ale nie na tyle, by było to odczuwalne dla społeczeństwa. Pytanie też na ile taka poprawa byłaby trwała i czy nie prowadziłaby do jeszcze większych kłopotów. Można liczyć, że rynek nieco się oswoił z tym tematem, ale musi się on liczyć, że realizacja planów koalicji wprowadzi nowe aspekty. Realne wydaje się zagrożenie, iż prezes NBP będzie się opierał takim zmianom, choć za wcześnie jest spekulować, czy będzie chciał politykę "nowej" RPP firmować swoim nazwiskiem. A o jego autorytecie w kręgach finansjery nie trzeba przypominać.
Druga sprawa to telewizyjne obrazki z Argentyny. Czy podziałają one na wyobraźnie inwestorów, czy kryzys argentyński przybierając tak wymowną postać stanie się bombą z opóźnionym zapłonem. Reakcja rynków walutowego i akcji w dniu dzisiejszym pomoże znaleźć odpowiedzi na te pytania.
WIG20 zaczął sesję poniżej środowego zamknięcia i zaraz potem testował wczorajsze minimum. Na razie je obronił.