Może przy takich obrotach lepiej mówić o zupełnym braku popytu, niż przewadze podaży, bo nawet gdyby ktoś chciał mocniej skracać pozycje to przy takich ofertach kupna, jakie są teraz widoczne na tablicy zleceń, byłoby to bardzo trudne i musiałoby pociągnąć rynek wyraźniej w dół. Z drugiej strony odrobienie takich strat nie będzie też nastręczać większych trudności - potrzeba tylko trochę kapitału. Tylko czy on się pojawi?
WIG20 ma obecnie 1331 pkt., czyli traci 0,6% względem ostatniego zamknięcia. To oznacza, że indeks zbliżył się ponownie do SK-100, która w ubiegłym tygodniu powstrzymała spadki. Przypomnę, że na wysokości tej średniej zatrzymała się korekta w grudniu ub.r., więc zamknięcie poniżej niej byłoby kolejnym sygnałem wypracowywania sobie przewagi przez niedźwiedzie. Jednak przy takich obrotach ciężko myśleć o przełamywaniu wsparć. Coraz bardziej zanosi się na kolejną bezbarwną sesję, która nic nie zmieni w obrazie rynku.
Zmiany cen akcji o więcej, niż 1% są zupełną rzadkością. Z większych spółek mamy blisko 2% zwyżkę BPH-PBK, na którym kurs od miesiąca porusza się wzdłuż siedmiomiesięcznej linii trendu wzrostowego, przebiegającej teraz na wysokości 240 zł i stanowiącej główne wsparcie. Dobrym sygnałem byłoby zamknięcie powyżej 252,50 zł, co potwierdziłoby przedostanie się powyżej oporu w postaci dołka z 16 stycznia w pobliżu którego rozgrywają się notowania od trzech tygodni.