Zupełny brak dynamiki zdarzeń jest argumentem, że nadal gotujemy się we własnym sosie, a karty rozdają krajowi gracze. Na świecie musiałyby zacząć dziać się naprawdę złe rzeczy, przez co rozumiem wybicie się indeksów z Eurolandu z trendów bocznych, żeby mocniej puściły im nerwy. A tak zapowiada się na razie, że wariant, w którym rynek będzie się konsolidował podobnie, jak to było w poprzednich tygodniach, tyle tylko, że na wyższym poziomie, nie jest wcale taki nieprawdopodobny.
Znów kiepsko dziś zaprezentowały się banki. Znacznie spadł BRE, trochę straciły Pekao, BZ WBK i BPH PBK. Widać, że jest coraz mniej chęci do kupowania spółek, które w marcu i kwietniu nie spadały. Ostatnie odbicie spowodowały przede wszystkim walory, które wcześniej najbardziej się przeceniły. To nie jest dobrą rekomendacją dla byków.
Wydaje się, że coraz większy wpływ na rozwój sytuacji u nas zyskuje stan koniunktury na giełdach zagranicznych. Tu znów wraca zagrożenie wybiciem się indeksów europejskich z trendów bocznych i powrotem do trwającego od początku roku na Nasdaq trendu spadkowego. Dla Nasdaq będzie to ważna sesja, bo kolejna zniżka znacznie zwiększy prawdopodobieństwo tego, że majowe wzrosty były jedynie ruchem korekcyjnym. Zwyżka musiałaby wypaść imponująco, by odsunąć zagrożenie dalszymi spadkami. Barierą jest wciąż dwumiesięczna linia trendu spadkowego.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu