Ostudziło to już na początku sesji zapał byków, które spodziewały się kontynuacji wzrostów z poprzedniej sesji. Atak popytu na rynku kasowym tuż po jego otwarciu przyczynił się do ukształtowania maksimum na poziomie 1397 punktów. Niestety, entuzjazmu nie starczyło na zbyt długo i tak szybko jak rynek wzbijał się na nowe maksima, równie szybko zaczął spadać, zatrzymując się dopiero w okolicach dolnego ograniczenia konsolidacji. Dalsza część notowań przebiegała już w bardziej tradycyjny ostatnio sposób, a więc charakteryzowała się niską zmiennością i wolumenem obrotów.
Kontraktom nie udało się w związku z tym wybić z obecnego trendu horyzontalnego między 1370-1410 punktów. Przy tak słabym zachowaniu rynków zagranicznych nie ma się oczywiście czemu dziwić. Najbliższym oporem dla wzrostów jest linia trendu spadkowego poprowadzona przez szczyty z maja br. Jej pokonanie powinno umożliwić wzrost do poziomu 1410 punktów. Wsparciem jest poziom 1370 punktów, który jak dotąd skutecznie bronił rynek przed silniejszą przeceną. Jego przebicie doprowadzi najprawdopodobniej notowania kontraktów do poziomu połowy białej świecy z 15 maja, czyli do 1345 punktów.
Z punktu widzenia trendu średnioterminowego dokładnie nic się nie zmieniło i nadal utrzymuje się tendencja wzrostowa. Poważnym dla niej zagrożeniem byłoby znaczne pokonanie na zamknięciu poziomu 1370 punktów.
Podczas obecnej konsolidacji rynek miał wiele szans pokonania oporu i kontynuacji wzrostów, ale żadnej z tych szans nie wykorzystał. Wątpliwe, aby przy takim zachowaniu giełd światowych udała mu się ta sztuka. Nie sądzę, iż obecny trend horyzontalny jest formacją kontynuacji. Biorąc pod uwagę bardzo podobny przebieg notowań na przełomie maja i czerwca ubiegłego roku nie jestem optymistą, co do przyszłego rozwoju wypadków.
Piotr Zrobek