Biorąc pod uwagę dość niską aktywność inwestorów można w diagnozie posunąć się jeszcze dalej i powiedzieć, że wzrost nie był zasługą pojawienia się mocniejszego popytu, a raczej wynikał z bierności podaży, która na wcześniejszych sesjach zdyskontowała większość złych informacji. Teraz posiadacze akcji, zważywszy na poprawę nastrojów w Eurolandzie w drugiej części tygodnia, postanowili zaczekać na dalszy rozwój wypadków. Czy dojdzie do silniejszego odbicia, czy też już niedługo będziemy świadkami ponownej próby przebicia się poniżej wrześniowych dołków? Można przypuszczać, że póki indeksy z Eurolandu ponad tymi dołkami utrzymują się jest szansa przynajmniej na to, że nasz rynek nie będzie dalej spadał.
Indeksy znalazły się na poziomie grudniowych dołków, dających mocne wsparcie. To także daje poczucie bezpieczeństwa bykom, które mogą próbować dalszego marszu w górę. Wydaje się jednak, że istotnym ograniczeniem dla kontynuacji odbicia jest poziom ok. 1220 pkt. Jego przekroczenie byłoby sygnałem do mocniejszego wzrostu. Ja raczej skłaniałbym się ku tymczasowej konsolidacji w strefie pomiędzy 1173 a 1220 pkt. O kierunku wybicia z niej zadecydowałaby koniunktura na światowych giełdach.
Sesje w USA zaczęły się od sporych wzrostów. DJIA i S&P500 zyskują po około 1%, Nasdaq ok. 2%. Dla S&P500 jest to ruch powrotny do przełamanego wsparcia przy 965 pkt., również dla Nasdaqa niewiele zmienia to w jego sytuacji. Pierwszy silniejszy opór znajduje się przy 1430 pkt., gdzie przebiega najszybsza z linii trendu oraz znajduje się wrześniowy dołek.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu