W sumie więc niema się co dziwić, że obrót był żenujący. Widać było wyczekiwanie na to, jak zareagują inwestorzy w USA na doniesienia o malwersacjach księgowych w Mercku. Pierwsze minuty sesji w Stanach pokazują, że nie zrobiło to większego wrażenia i indeksy znajdują się blisko piątkowych, bardzo wysokich zamknięć. To jednak jeszcze niczego nie mówi, bo rynki są rozgrzane ostatnią zwyżką. Zobaczymy, czy w dalszej części będzie panował taki optymizm.
U nas w zasadzie od tygodnia WIG20 pozostaje w pobliżu 1200 pkt. Dziś po raz kolejny nie udało się przebić ponad 1215 pkt., wyznaczane przez górne ograniczenie czarnej świecy z 2 lipca. Trudno jednak do tego przykładać większe znaczenie. Obrót był żaden i taki sam jest wpływ tej sesji na obraz rynku. W dłuższej perspektywie, poczynając od połowy stycznia, pozostajemy w trendzie spadkowym i trudno znaleźć argumenty zapowiadające jego zmianę. Jednocześnie w minionym tygodniu udało się obronić istotne wsparcie na poziomie 1173 pkt., czemu zawdzięczamy bardzo ostrożne odbicie z ostatnich sesji. Na razie przybiera ono postać trójkąta zwyżkującego, który jest charakterystyczny dla trendów malejących i zapowiada ich kontynuację. Dolna linia ograniczająca ten trójkąt została nieznacznie przekroczona, ale z ostatecznymi wnioskami płynącymi z tej formacji powstrzymałbym się do chwili spadku WIG20 poniżej 1200 pkt. Będzie to można traktować jako sygnał do ponownego ataku na 1173 pkt.
Ciekawe wnioski przyniosą sesje na giełdach amerykańskich. Zobaczymy, ile uda się bykom ocalić z piątkowego rajdu w górę, a może dojdzie do kolejnego wzrostu, co sygnalizowałoby, ze kolejne skandale księgowe nie mają większego znaczenia dla inwestorów. Przypomnę, że w piątek obroty były o ok.2/3 mniejsze, niż na wcześniejszej sesji, więc w razie spadków jest oczywiste, iż nie będzie kapitału skłonnego bronić piątkowe ceny.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu