Znaczące wyprzedanie rynku, trwające od wtorku wyhamowanie spadków na zagranicznych giełdach, brak większych ekstrawagancji w wystąpieniu nowego ministra finansów, lepsze od oczekiwań dane na temat krajowej produkcji przemysłowej w czerwcu oraz świetne dochody budżetu w czerwcu stwarzają lepszy klimat dla tego typu rozważań. Wzrost z obecnego poziomu do okolic poziomu 1300 pkt. bardzo ładnie by się prezentował jako "prawe ramię" domniemanej formacji kształtującej się od połowy października...

Sądzę, że losy ewentualnego odbicia z obecnego lub nieco niższego poziomu rozstrzygnięte zostaną poza naszym rynkiem. Warto zauważyć, że 20 proc. przewaga jaką nad indeksami rynków rozwiniętych zdobył w ciągu minionych 10 miesięcy WIG20, nie jest czymś wyjątkowym (i np. wynikiem wpływu OFE), lecz regułą dla właściwie wszystkich "emerging markets". To zachowanie giełd peryferyjnych jest echem prób inwestorów znalezienia rynków, które nie uczestnicząc od 1997 roku w inwestycyjnej "bańce" na rynkach zachodnich, dają nadzieje na względnie lepsze zachowanie w przyszłości. Jest to teza wysoce ryzykowna za względu na silne uzależnienie "rynków wschodzących" z Azji Południowo-Wschodniej i Ameryki Łacińskiej od zagrożonej koniunktury gospodarczej w USA oraz kursu dolara.

Dla średnioterminowych inwestorów rozważania na temat prawdopodobieństwa wystąpienia w najbliższych tygodniach silniejszej korekty trendu spadkowego nie powinny mieć większego znaczenia. Osobiście sądzę bowiem, że mamy obecnie na świecie do czynienia z sytuacją analogiczną do tej sprzed 4 lat, kiedy wczesnym latem 98 rynki zaczęły powoli dostosowywać się do rosnącego ryzyka poważnego "wypadku finansowego", jakim wtedy okazało się bankructwo Rosji.

Wojciech Białek

SEB TFI SA