Na taki ruch, będący po części wynikiem sporego wyprzedania rynku, a także pewnego rodzaju ulgi, iż nie ma nowych afer, nie pozwalają bowiem publikowane właśnie wyniki za II kwartał. To od kolejno napływających raportów finansowych spółek w dużej mierze uzależniony jest teraz przebieg notowań. Trzeba przyznać, że wyniki te rzadko potrafią pozytywnie zaskoczyć. A jak już są dobre, to niekoniecznie mają one przełożenie na wzrost kursu. Na fali ogólnej utraty zaufania do rynku inwestorzy amerykańscy dwa razy się zastanawiają, zanim wydadzą pieniądze na zakup akcji. I tak oto czołowe indeksy tkwią w miejscu, nie mogąc się zdecydować, czy spadać dalej, czy też rozpocząć korektę.
W określeniu najbardziej prawdopodobnego scenariusza dla amerykańskiego rynku akcji z pomocą przychodzi analiza techniczna. Wnioski, jakie z niej płyną, może nie tak jednoznacznie, ale wskazują jednak na poprawę koniunktury w krótkim terminie. Dobrze oddaje to sytuacja na wykresie indeksu S&P 500. W tym konkretnym przypadku, który można odnieść do całego rynku, stronę popytową oprócz dużego wyprzedania, wspomaga również utworzona w środę świecowa formacja odwrócenia trendu - gwiazda harami. W sukurs bykom idzie też wykres tygodniowy, z właśnie rysującą się na nim formacją młota. W tej sytuacji, jeżeli tylko zostaną utrzymane obecne poziomy, to korekta ponadczteromiesięcznej zniżki stanie się faktem.
Wówczas można się liczyć ze 6-7% wzrostem (do 970 pkt.). Na pewno nie więcej. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na indeks S&P 500 z dużo większej perspektywy. Bardzo łatwo dostrzec można dużą formację głowy z ramionami (lipiec 1998, marzec 2000, styczeń 2002 r.). Linia szyi tejże formacji, znajduje się właśnie na poziomie 970 pkt. i skutecznie ogranicza wszelkie możliwości wzrostu.
Marcin R. Kiepas
analityk niezrzeszony