Na pewno w tej chwili jeszcze nic nie można przesądzać, ale wydaje się, że prawdziwą siłę byków poznamy dopiero w momencie pojawienia się jakiejś niepokojącej informacji. Wtedy zobaczymy, jakie decyzje podejmą posiadacze akcji.

Taką niepokojącą informacją mogłoby być pogorszenie nastrojów na zagranicznych giełdach. DAX zaczął dzień na niewielkim plusie i wyrównał wczorajsze maksimum, ale w drugiej godzinie sesji zanurkował w dół i spadał nawet o blisko 1%. Teraz sytuacja znów się poprawiła i indeks oscyluje wokół wczorajszego zamknięcia. To oznacza, iż nadal znajduje się w niewielkiej strefie oporu pomiędzy zamknięciem z 15 i 30 lipca. Wczoraj nieznacznie przebił drugie z tych zamknięć, ale zatrzymał się na poziomie pierwszego. Dziś sytuacja na razie się nie zmienia. Niepokojącym sygnałem byłby spadek poniżej 3879 pkt., co sugerowałoby słabość popytu i mogło spowodować większe zniżki. Ale chyba rozwój wydarzeń na niemieckim parkiecie będzie w największym stopniu zależał od notowań kontraktów na Nasdaq. Teraz tracą one ok. 5 pkt., więc zmiana jest mało istotna. Bardziej w tej części sesji na inwestorów oddziałuje bliskość silnych oporów na amerykańskich wskaźnikach i obawa o odbicie się od nich.

U nas zmiany cen największych spółek są nieznaczne. Najwięcej, bo o ponad 2% rosną BZ WBK i Pekao. Wzrosty objęły też spółki o kiepskiej kondycji fundamentalnej (Howell, Mostostal Export i Zabrze), ale to akurat nie jest dobrym znakiem na resztę sesji.