Usprawiedliwieniem dla naszego rynku jest to, że podobna sytuacja ma miejsce na niemieckim rynku, gdzie na DAX od rana brak jest wyraźnej tendencji. Indeks przebywa tuż poniżej piątkowego zamknięcia, co wyraża obawę o dalszy przebieg wypadków na amerykańskich parkietach. Rzeczywiście, kontrakty na Nasdaq są od rana na nieznacznym minusie.
Zamiast analizowania najpopularniejszych indeksów światowych chciałbym zaproponować spojrzenie na wykres FTSE30, który pod koniec maja i w czerwcu bardzo dobrze wyprzedzał to, co później działo się z bardziej znanymi indeksami. Na FTSE30 widzimy wyraźną formację zwyżkującej flagi, z której wybicie dołem nastąpiło na początku września. Potem kilka dni trwał ruch powrotny, by na koniec ubiegłego tygodnia znów powróciły zniżki. Doprowadziły one do przebicia poprzedniego wrześniowego minimum i wyrównały lipcowy dołek. Jego ewentualne przebicie będzie ostatecznym potwierdzeniem oddziaływania formacji flagi na rynek i w dalszej perspektywie może przynieść około 25% przecenę. Ziszczenie się tego scenariusza nie mogłoby pozostać obojętne dla przebiegu innych indeksów i także do ich wykresów wprowadziłoby bardzo pesymistyczne elementy. Dlatego warto przyglądać się, czy dojdzie do przełamania przez FTSE30 poziomu 1793 pkt.
Nam nie pozostaje nic innego, jak czekać, co przyniesie dalsza część notowań. Niewielkie obroty wskazują na korekcyjny charakter zwyżki i odzwierciedla wyczekiwanie inwestorów na wyraźniejsze sygnały z zagranicznych giełd. Chodzi gównie o losy lipcowego dołka na DAX, na wysokości którego rozgrywa się poniedziałkowa sesja w Niemczech.