Biorąc pod uwagę duże obroty w piątek, sugerujące "wysypanie" akcji w rynek, a także przebieg wczorajszej sesji w USA, gdzie przez cały dzień indeksy systematycznie szły w dół, potwierdzając obawy o zbliżające się odwrócenie trendu wzrostowego, perspektywy naszego parkietu nie wyglądają dobrze.
Przedświąteczny okres będzie zapewne ograniczał aktywność inwestorów, co pomoże utrzymać indeksy na wyższych poziomach, ale też o wzroście trzeba chyba zapomnieć. Co gorsza, w dłuższej perspektywie rynek wygląda coraz słabiej. Ostatnią zwyżkę można traktować jako ruch powrotny do dolnej granicy dwumiesięcznego trójkąta. Jeśli to jest prawidłowa diagnoza to bylibyśmy świadkami ostatniego odbicia przed trwalszą zniżką.
Bez wątpienia do realizacji takiego scenariusza potrzeba pogorszenia nastrojów na świecie. To akurat staje się coraz bardziej prawdopodobne. Kilka ostatnich sesji przyniosło schłodzenie koniunktury na emerging markets, szczególnie tych, które najlepiej wypadały podczas tegorocznego wzrostu. Na pewno za wcześnie jest mówić o zmianie trendu w Meksyku, Brazylii, czy Argentynie, ale warto obserwować zachowanie tych giełd w najbliższym czasie. Ich osłabienie stałoby się kolejnym sygnałem zmiany trendów na świecie. Akurat w przypadku emerging markets jest ku temu wyraźny powód: słabość dolara i wzrost rynkowych stóp procentowych. Oba czynniki mogą negatywnie oddziaływać na koszty obsługi długu publicznego. Pierwszy poprzez podwyższanie się premii za ryzyko, drugi poprzez większe koszty refinansowania.
Wymowne jest to, że po pięciu kwadransach handlu na minusie były kursy wszystkich spółek z indeksu WIG20. To nie najlepiej wróży na resztę dnia. Obroty są natomiast skromne, ok. 40 mln zł. WIG20 przełamał wsparcie na poziomie 1561 pkt. teraz ma 1557 pkt czyli traci ponad 1%. Jeśli zamknięcie wypadnie poniżej niego otworzy się droga do 1500 pkt. Opór cały czas wyznacza 1590 pkt.