Początkowo wydawało się, że jest szansa na mocniejszą zwyżkę. Zlecenia kupna koszyka akcji z WIG20 podbiły wartość indeksu do 1687 pkt. Jednak sytuacja trwała dosłownie chwilę. Teraz indeks jest kilkanaście punktów niżej. Uwagę zwraca słabość Pekao, który traci ponad 1%. Slabo też wypadają KGHM, TP i PKN, które zyskują symbolicznie. Wygląda na to, jakby jedynie dobre nastroje na świecie powstrzymywały inwestorów przed wyprzedażą akcji. Niekoniecznie jednak takie wrażenie musi być prawidłowe. Wiele razy wydawało się, że nie ma chętnych do kupna, rynek jest słaby, a wystarczało większe kupno od jednego inwestora, by reszta zaczynała gonić rynek.

W tej sytuacji trzeba patrzeć na analizę techniczną. Trwa konsolidacja pomiędzy 1652-1694 pkt. Dopiero jej opuszczenie będzie sygnałem do większego ruchu. Dopóki go nie otrzymamy parkiet skazany jest na mało skoordynowane wahania. To nie ułatwia inwestowania. Na przestrzeni ostatnich miesięcy WIG20 po raz trzeci testuje poziom 1700 pkt i wciąż bezskutecznie. Można zatem zakładać, że odwrót od tego poziomu zapowiadałby trwalsze schłodzenie koniunktury. Trudniej jest określić konsekwencje wybicia ponad ten poziom. Akcje największych firm są przewartościowane. Podobnie jest na świecie. Spora część inwestorów zdaje sobie z tego sprawę i ma świadomość, że uczestniczy w spekulacyjnej grze. Może zostać ona w zasadzie w dowolnym momencie przerwana. Tym bardziej, że wyniki naszych największych spółek za IV kwartał nie zapowiadają się rewelacyjnie.

Kolejny dzień na parkiecie królują mniejsze firmy. Znów ceny niektórych z nich idą w górę o kilkanaście procent. Sytuacja trochę przypomina internetową hossę - nieważna kondycja przedsiębiorstwa ważne by należało do grona mid-capów. Jednocześnie tak jak wtedy, kto dobrze się wstrzelił - dobrze zarobił. Warto przy tym pamiętać, że straty tych, którzy dołączali do manii w końcowej fazie, były pokaźne.