Tak silnego spadku w USA nie zanotowano od początku sierpnia. Niestety przecena nastąpiła w kluczowym momencie z punktu widzenia analizy technicznej. S&P 500 nie zdołał pokonać oporu wynikającego z lekko nachylonej linii trendu spadkowego poprowadzonej po szczytach tegorocznych fal wzrostowych. Przy poprzednich falach tak silny spadek jak wczoraj za każdym razem oznaczał nie tylko koniec zwyżki, ale też szybki odwrót kupujących. Sytuacja nie wygląda zatem dobrze. Wczorajszy spadek w USA tłumaczy się różnie - wyższymi cenami ropy naftowej czy obawami o wyniki spółek. Z drugiej jednak strony czynniki te pojawiały się także w czasie ostatniej zwyżki i wówczas brak reakcji na nie interpretowano jako siłę rynku.

Trudno wskazać poziom, na jakim mogłaby się zakończyć korekta WIG20. Indeks zmaga się z krótkoterminowym wsparciem w połowie długiej białej świecy z 15 września (ok. 1797 pkt). Jeśli jednak trend w USA faktycznie uległ już załamaniu, to spadki mogą się przedłużyć.

GUS podał dane o sprzedaży detalicznej w sierpniu. Wzrosła ona o 9,6% (rok do roku), czyli mniej od oczekiwań analityków (11,5%). Ostatnio także dane o produkcji przemysłowej rozczarowały rynek. Wszystko to pokazuje, że dynamika wzrostu gospodarczego słabnie nieprzerwanie od szczytu koniunktury w I kwartale, gdy zwyżka PKB wyniosła 6,9%.