Sentyment wokół amerykańskiej waluty już od kilku dni nie jest najlepszy, a opublikowane wczoraj informacje z pewnością go nie poprawiły, dlatego nie powinno dziwić symboliczne wręcz naruszenie ostatniego dołka. Podana wczoraj jako pierwsza do publicznej wiadomości liczba sprzedanych na rynku wtórnym domów okazała się gorsza od prognoz. Odczyt pokazał spadek w grudniu o 5,7 proc. do 6,6 mln. Statystycznie była to najniższa wartość od prawie dwóch lat. Dodatkowo grudzień był trzecim miesiącem, w którym sprzedaż domów spadała. Na rynku ponownie pojawiły się głosy, że jest to kolejna oznaka zbliżającego się kryzysu w największej na świecie gospodarce. Negatywnym sygnałem dla zielonego był również komunikat o tygodniowej zmianie zapasów paliw w Stanach Zjednoczonych. Amerykański Departament Energii(DoE) poinformował, że Zapasy ropy naftowej w USA spadły w ubiegłym tygodniu o 2,31 mln baryłek, czyli 0,7 proc., do 319,13 mln baryłek. Rynki zdają się dyskontować także informację o możliwej podwyżce przez EBC stóp procentowych w Eurolandzie. Brak jest zatem przynajmniej jak na razie wyraźniejszych sygnałów w postaci danych makroekonomicznych, które byłyby w stanie pomóc zwolennikom mocniejszego dolara. Dzisiaj rano zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym jedno euro wyceniane było na 1,2254 dolara. Ten stan rzeczy zmienić mogą, choć będzie to bardzo trudne ze względu na niekorzystne prognozy zapowiedziane na dzisiaj informacje zza oceanu. Około godziny 14:30 rynek pozna najnowsze dane na temat zamówień na dobra trwałego użytku za grudzień oraz ilość nowozarejestrowanych bezrobotnych.
Sytuacja techniczna: obraz rynku eurodolara już od dwóch dni zmienia się tylko w niewielkim zakresie. Nowe dołki, co prawda pojawiają się, jednak ich głębokość nadal nie daje jednoznacznych podstaw by sądzić, że sytuacja dolara ulegnie w ciągu najbliższych sesji radykalnej poprawie. Brak podstaw makroekonomicznych oraz mogący budzić wątpliwości układ świeczek na wykresach godzinowych są głównymi przyczynami braku aktywności niedźwiedzi. Jedynym pozytywnym sygnałem jest wczorajsza skuteczna obrona rejonu szczytów 1,2300 - 1,2320, która ostatecznie zakończyła się spadkiem kursu do 1,2234. Takie umocnienie zielonego względem euro zakończyło definitywnie falę wzrostów widoczną od 20 stycznia. Konkludując stwierdzić można, że najbliższe godziny najprawdopodobniej niewiele różnić się będą od dwóch ostatnich dni. Układ wskaźników sugeruje, że lekka przewaga leżeć może po stronie podaży, a notowania utrzymają się w kanale ograniczonym poziomami 1,2270 - z góry i 1,2220 - 1,2225 - z dołu. Silny obszar wsparć usytuowany jest obecnie w rejonie 1,2160 - 1,2170. Nie wykluczone, że poziomy te wykorzystaną ponownie będą do zdecydowanego odnawiania długich pozycji.
RYNEK KRAJOWY
Początek czwartkowej sesji wskazuje, że entuzjazm na rynkach finansowych spowodowany przyjęciem ustawy budżetowej powoli, acz wyraźnie gaśnie. Dzisiaj rano zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym za jednego dolara trzeba było zapłacić 3,1200 złotego, a za euro 3,8230. W stosunku zatem do wczorajszego zamknięcia mamy ponad 2 groszowe osłabienie naszej krajowej waluty. Teraz uwaga inwestorów najprawdopodobniej ponownie skupi się wokół niejasnej sytuacji politycznej i zbliżającego się posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej.
Sytuacja techniczna na rynku złotego: prezentowane we wczorajszym komentarzu wsparcia: 3,8000 na parze EUR/PLN i 3,0950 - 3,1000 na USD/PLN zostały obronione. Można zatem oczekiwać, że dzisiejsza sesja przyniesie wyraźniejsze odreagowanie ostatnich spadków. Na parze EUR/PLN najbliższy opór techniczny znajduje się w rejonie 3,8350 - 3,8400 i to najprawdopodobniej tam umiejscowione będą dzisiejsze maksima. W przypadku notowań dolara do złotego w dalszym ciągu bardzo dużo zależy od sytuacji międzynarodowej, nie mniej jednak powrót kursu w rejon 3,1350 - 3,1400 wydaje się możliwy.