Nie są to ostatnie dane, które mogą dziś "zamieszać" na rynku - przed nami jeszcze dużo raportów, wśród których szczególnie ważne są m.in. dane z Eurolandu (11:00) - wzrost PKB i indeks koniunktury instytutu ZEW. Ogólnie rzecz biorąc, w tych figurach zawarte jest ryzyko spadku wartości euro, przy ZEW-ie pozostającym blisko historycznych minimów. Niskie odczyty PKB i ZEW mogą doprowadzić do zniżki na EURUSD do 1.2750-1.2770. Oczywiście, pozytywne dla EUR figury powinny wywołać wzrost do 1.2870-1.2880. Jeszcze o 14:30 ważne informacje ze Stanów - PPI (ważniejszy jest wskaźnik bazowy) i dynamika sprzedaży detalicznej (tu również należy zwrócić uwagę na wskaźnik "bazowy", oczyszczony z cen z środków transportu). Na rynku dominuje przekonanie, że w/w raporty będą negatywne dla dolara i zwiększą presje sprzedaży.

Na krajowym podwórku znów rozgrywają się emocje - prof. Grzelońska wyraziła wątpliwości co do przyjęcia euro w Polsce, a Zyta Gilowska wsparła prezydencki pomysł przeprowadzenia w tej sprawie referendum. Warto jednak przypomnieć, że Polska zgodnie z traktatem akcesyjnym musi przyjąć wspólną walutę. Wypowiedź trzeciej ekonomistki jest niejako sygnałem "w drugą stronę", na korzyść złotego - H. Wasilewska-Trenkner zauważyła, że wskutek wzrostu napięć inflacyjnych RPP jest coraz bliżej decyzji o podniesieniu kosztu pieniądza.

Technika wskazuje na konsolidację w trendzie spadkowym na EURPLN z wyjściem w trend boczny. Co prawda na wykresie godzinowym jest sygnał zmiany trendu - zarysowuje się formacja potrójnego dna, więc przyszłość eurozłotego nie jest jeszcze do końca jasna. Na USDPLN ostatnia biała świeca objęła poprzedniczkę - ten sygnał wzrostu musi doczekać się jeszcze potwierdzenia, koniecznie w trakcie dzisiejszych obrotów. Wtorkowe dane z Polski można właściwie zignorować.

Piotr Denderski

Analityk rynków finansowych