Posiadacze długich pozycji utrzymają dziś spory cios. Ponad 2% spadku w
USA i niemal tyle samo w Japonii (-1,7%) nie przejdzie u nas bez echa.
Można przypuszczać, że zaczniemy dzień od spadku o przynajmniej 30-40 pkt.
Reszta w rękach popytu. Sytuacja nie jest beznadziejna. Zauważmy, że
ostatnie dni spadków to także niewielka aktywność graczy. Obrót nie
wskazywał na to, że mieliśmy do czynienia z wielką podażą. Teraz kupujący
mają ostatni dzwonek, by się wybronić przed dalszym spadkiem cen. Dziś
popyt nie może być bierny, bo inaczej cała wcześniejsza zwyżka nie będzie
nic znaczyć i powróci scenariusz przeceny.
Co było powodem takiej słabości w USA? Oczywiście jest to splot czynników.
Dane makro zdecydowanie wczoraj nie sprzyjały akcjom popytu. Najpierw
pojawiła się rekordowo niska wartości wskaźnik zaufania konsumentów, co
zostało odebrane jako jeden ze skutków problemów na rynku kredytów
hipotecznych oraz ich trudniejszego pozyskania przez Amerykanów. Trzeba
jednak zauważyć, że sama wartość wskaźnika nie była zaskoczeniem, gdyż
oczekiwania analityków były właśnie na takim poziomie.
Innym czynnikiem, który mógł się nie spodobać inwestorom to sygnalizowany
przez indeks Case-Shiller spadek cen nieruchomości. W drugim kwartale
bieżącego roku wg tego indeksu ceny nieruchomości spadły o 3,2% w
porównaniu z II kw roku ubiegłego. Jest to najniższa wartość (czyli
najmocniejszy spadek r/r) w dwudziestoletniej historii indeksu. W
komentarzach się o tym trąbi, ale prawda jest taka, że taka wartość
indeksu nie jest żadnym zaskoczeniem. Przecież już dane miesięczne
sygnalizowały spadek cen nieruchomości. Także prognoza stowarzyszenia
pośredników w handlu nieruchomościami wskazuje na to, że ten rok będzie
pierwszym od Wielkiego Kryzysu, w którym ceny nieruchomości spadną.
Wracając do indeksu Case-Shiller, biorąc pod uwagę historię zmian cen
nieruchomości i ich przebieg to fakt, że indeks jest liczony od 20 lat
raczej mu nie służy. To jest faktycznie niewielka baza i niemal w całości
łapie się na boom na tym rynku. Zatem panika, że to najniższa wartość
wskaźnika jest nieco przesadzona.
Mamy wreszcie protokół z posiedzenia FOMC. Także i tu nie ma wielkiego
zaskoczenia. Przypomnę, że chodzi o posiedzenie z 7 sierpnia, które nie
przyniosło zmian z wysokości stóp procentowych. Skoro nie przyniosło, to
można było się domyślać, na co zresztą wskazywał towarzyszący posiedzeniu
komunikat, że dla Fed nadal najważniejszym było zagrożenie wzrostem
inflacji. Na tyle wysokie, że koncept obniżki stóp przepadł. Tak mocne
piętnowanie inflacji mogło się inwestorom nie spodobać, bo większość liczy
na to, że najpóźniej na najbliższym posiedzeniu do obniżki stóp jednak
dojdzie, a taka wymowa protokółu może nieco zmniejszać szansę na cięcie.
Trzeba jednak pamiętać, że 10 dni po tamtym posiedzeniu zwołano kolejne (w
formie wideokonferencji) i podjęto decyzję o obniżeniu stopy dyskontowej,
a więc postrzeganie sytuacji przez Fed nieco się zmieniło. Obecnie rynek w
pełni zdyskontował już cięcie stóp funduszy federalnych.