Patrząc na wczorajsze notowania w USA można sobie zadać tylko pytanie, a
gdzie te zagrożenia, które zdecydowały wg komentatorów o pesymizmie
graczy? Czy nikt już nie boi się spadających cen nieruchomości? Nikt nie
obawia się niskiego zaufania konsumentów? Wreszcie, nikt nie obawia się
nastawienia FOMC na walkę z inflacją? Przecież to były koronne argumenty
za przedwczorajszą zniżką cen. Argumenty, które nie zniknęły w ciągu
jednego dnia.
Komentowanie sesji to niezbyt wdzięczna praca. Głównie dla tych, którzy
mają ambicje znaleźć powód każdej zmiany. Nawet, gdyby była ona
najmniejsza. Tym bardziej, gdy jest ona znaczna, tak jak w ostatnich dwóch
dniach. Każdy, kto dłużej obserwuje rynek jest świadom, że nie każda
zmiana cen jest łatwa do opisania. Owszem przedwczorajsze spadki cen miały
miejsce po opublikowaniu słabego wskaźnika nastrojów, czy informacji o
spadku cen nieruchomości, ale nie były to dla rynku informacje nowe, a
tylko na takie on reaguje. Komentatorzy często omijają wielkim łukiem
zagadnienie emocji. Powód jest prosty. Tego nie da się przewidzieć, a to
burzy układankę przyczynową-skutkową, za jaką ma podobno uchodzić rynek.
Zapomnijmy na razie o tych zmianach. Warto tylko pamiętać, że wtorkowa
przecena niemal w całości została wczoraj odrobiona, co może nam pomóc na
początku dnia. Później ponownie będziemy skupieni na sobie aż do chwili
publikacji kolejnych danych makro. O 10:00 poznamy szacunek dynamiki
polskiego PKB w II kw. bieżącego roku. O 14:30 poznamy pierwszą rewizję
wstępnych danych o dynamice PKB w USA. Wraz z nim pojawią się oczywiście
miary zmian cen, a jako że dziś czwartek, opublikowana zostanie także
liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. O 16:00 pojawi się
kolejny raport o cenach domów i może tym razem nie będzie zaskoczenia tym,
że ceny domów w II kw. spadły.
Rynek ma szansę rosnąć i to mimo wczorajszej podwyżki stóp procentowych.
Niewielu było tą decyzją zaskoczony, a do tej elitarnej grupy zaliczają
się sam Premier oraz wicepremier minister finansów. Stąd właśnie ta
elitarność. Prof. Gilowska z zafrasowaniem na twarzy oznajmiła wczoraj, że
podwyżka stóp wymusi zmianę założeń budżetu na przyszły rok. Byłoby
fatalnie, gdyby do tej zmiany miało dojść dopiero teraz. Mam nadzieję, że
polityka nie sięga aż tak daleko i założenia już powoli były zmieniane.
Retoryka retoryką, ważne jak zostaną one zmienione. Rząd ma ambitne plany
podniesienia płac w sferze budżetowej i przedłużenia obecnego systemu
przechodzenia na wcześniejsze emerytury. To będzie kosztować, a teraz
trzeba będzie jeszcze zwiększyć planowane wydatki na obsługę długu. Niech
się pani minister modli, by złotówka nie osłabła za bardzo, bo dojdzie
jeszcze wzrost kosztów kursowych przy obsłudze długu zagranicznego.