Wczorajsza sesja w USA była niemal w pełni rozstrzygnięta jeszcze zanim
rozbrzmiał początkowy dzwonek. Jeszcze przed otwarciem pojawiły się dane,
które skutecznie popsuły nastroje na rynku akcji. Dowiedzieliśmy się, że
wzrosła liczba planowanych zwolnień. Sam skok nie jest tak ważny (choć
trudno go nie zauważyć), jak to skąd pochodzi najwięcej prawdopodobnie
zwolnionych. Prawie 40k z ponad 80k planowych zwolnień to jedynie branża
finansowa, a głównie ci, którzy jeszcze do niedawna obsługiwali klientów
chcących zaciągnąć kredyt hipoteczny.
Planowane zwolnienia to jedno, a raport ADP to drugie. Od kilku lat mamy
okazję jeszcze przed publikacją rządowego raportu o stanie rynku pracy
poznawać szacunek zmiany liczby miejsc pracy w sektorze przedsiębiorstw
prywatnych. Wprawdzie liczba miejsc prasy w sektorze prywatnym nie
odpowiada w pełni publikowanej w piątek Nonafarm Payrolls, ale tu bardziej
liczą się zmiany, a wg autorów raportu publikowana przez nich liczba ma
wysoką (ponad 80%) korelację z później publikowanym raportem. Rynek
podchodzi do tych publikacji jeszcze w dużą rezerwą, ale ich także nie
bagatelizuje.
W dość krótkiej jak na możliwość wersyfikacji historii publikacji raportu
ADP kilka razy już zdarzyło się, że sygnalizowana przez raport zmiana nie
miała odzwierciedlenia z oficjalnej publikacji. Wczorajsza niska wartość
nie była pierwszą. Już w ubiegłym miesiącu raport ADP sygnalizował
możliwość zmniejszenia się zatrudnienia. Faktycznie okazała się ona niższa
od prognoz, ale nie aż w takim stopniu, jak sugerował szacunek. Rynek
także po wczorajszych publikacjach oczekuje już nieco niższych wartości.
Oficjalne prognozy wzrostu liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym
nie wynoszą już 120k, ale zostały obniżone do 110k. Zmiana może niewielka,
ale sygnalizująca rosnące zaufanie do środowego raportu ADP.
Nie pomógł mało alarmistyczny ton (zważywszy na okoliczności i jeszcze
niedawną panikę na rynkach) raportu o stanie gospodarki amerykańskiej
sporządzony przez Fed. Zdaniem autorów ostatnie zawirowania nadal mają w
dużej mierze swoje echa jedynie na rynku nieruchomości. Nie widać jeszcze
poważnych (choć pewne, użyto słowo "ograniczone", już dają się zauważyć)
skutków w innych gałęziach gospodarki. Brak ulgi ze strony rynku po takim
raporcie da się tłumaczyć tylko tym, że nadal rynek akcji bardziej jest
skupiony na oczekiwaniu na obniżkę stóp niż na poprawę samej gospodarki,
co w dłuższym terminie raczej się nie utrzyma. Na razie jednak obniżka
jest powszechnie oczekiwana, a każdy sygnał, który od niej oddala, nawet
jeśli w sumie pozytywny, jest odbierany bez radości.
Spadek w Stanach może nas nieco obniżyć na początku sesji, ale fakt, że w
Azji było dziś spokojnie może sprawić, że skala początkowej przeceny nie
będzie szczególnie dotkliwa dla posiadaczy długich pozycji. Reszta sesji?
Dziś swoje decyzja o wysokości stóp podejmą dwa największe banki centralne
Europy: Bank Anglii i ECB. W obu przypadkach rynki nie oczekują zmian,
choć o takich przebąkiwało się wcześniej. O 14:30 poznamy dynamikę
amerykańskiej wydajności pracy oraz jednostkowych kosztów pracy w II kw.
Oczywiście pojawi się także liczba nowych wniosków o zasiłek dla
bezrobotnych. 16:00 to publikacja wskaźnika ISM dla sektora usług.