Wczorajsza sesja w USA nie będzie dla nas szczególnie ważnym wydarzeniem i
nie wpłynie na poziom nastrojów naszych inwestorów. Indeksy zza oceanu w
czasie regularnych notowań zmieniły swoją wartość w niewielkim stopniu
dj.gif Nasdaq.gif SP500.gif Oczywiście może być pewnym pocieszeniem, że
zamknięcie notowań dokonało się na wyższym poziomie niż otwarcie, ale nie
sądzę, by miło to kluczowe znaczenie przed naszą sesją. Indeks rynku
spółek technologicznych był słabszy od pozostałych dwóch, co było efektem
słabszych wyników IBM i Yahoo!. Za to średnia przemysłowa i indeks
pięćsetki S&P trzymały się lepiej za sprawą relatywnie lepszej sytuacji na
spółkach sektora finansowego, który wczoraj był prowadzony przez J.P.
Morgan Chase. Spółka zyskała niemal 4% po publikacji wyników finansowych.
Nieźle spisał się także Boeing. Producent samolotów wzrósł wczoraj o 3,8%
po informacji o otrzymaniu kolejnych zamówień na Dreamlinery. Tym razem
chodziło o 30 sztuk tych samolotów.
Po sesji swoje wyniki podał eBay. Spółka wypracowała zysk na poziomie 33c
na akcję, co było wynikiem lepszym od oczekiwanych 30c. Także przychody
okazały się lepsze od prognoz. Wielkość przychodów ze sprzedaży osiągnęła
kwotę 1,78 mld dolarów, a oczekiwano, że będzie to 1,72 mld. Notowania
posesyjne eBay zakończył 2,6% nad zamknięciem regularnej sesji. Jednak nie
wystarczyło to do poprawy nastrojów na całym rynku. Tu przewagę osiągnęły
słabe wiadomości z takich spółek jak Spansion, Novellus czy E-Trade. AHI
zakończył kwotowania właściwie na zero. Późnij było jeszcze gorzej, ale
winę za to ponoszą już notowania w Azji.
Pewien swój udział we wzroście indeksów (Dow Jones IA zaliczył wczoraj
swój kolejny rekord) miał fakt osłabienia dolara. Słabszy dolar sprzyja
wzrostowi cen aktywów notowanych w tej walucie. Na rynku złotego mamy
spokój z niewielką tendencją do osłabienia. Wczorajsze umocnienie się jena
zostało przerwane korekta osłabiająca, co sprzyjało rynkom. W ostatnich
godzinach jen jednak ponownie się umocnił, co przełożyło się na poziom
notowań złotego, ale także poziom notowań na rynkach azjatyckich. To tylko
potwierdza, że trzeba sobie zdawać sprawę, że złoty nie może się umacniać
wiecznie. W końcu przyjdzie czas korekty i nie jest wykluczone, że będzie
ona równie dynamiczna, jak ta na początku marca.
Nieoczekiwany wzrost popytu na usługi w Japonii stał się przyczyną
spekulacji o możliwości podniesienia stóp procentowych w tym kraju. To
szybko przełożyło się na spadek cen akcji (spadek indeksu Nikkei o 1,8%)
oraz wzrost wartości jena. Wzrost wartości jena stał się przesłanką do
rozważań o zmniejszeniu zaangażowania w pozycje związane z carry trade. To
skutkowało spadkiem cen m.in. na rynku chińskim (spadek o ponad 3%) i
prawdopodobnie będzie skutkować spadkiem cen na rynku polskim oraz innych
rynkach regionu. W przypadku Chin doszły do tego spekulacje na temat
możliwości poniesienia stóp procentowych w tym kraju.
Przygotowują się do dzisiejszej sesji warto pamiętać, że w jej trakcie
swoje wyniki poda Nokia. Jako największy producent telefonów komórkowych
uchodzi za papierek lakmusowy kilku zmiennych rynku. Po pierwsze
interesująca się wielkości sprzedaży, która może sugerować wielkość popytu
konsumpcyjnego. Oczekuje się, że sprzedaż spółki wzrośnie o 7% do poziomu
10,2 mld dolarów. Prognozy zysku mówią o wartości 25 eurocentów na akcję.
Analitycy z Credit Suisse przewidują, że udział w rynku Nokii wzrósł do
36,8% z 35,8%. Wzrost ten spółka ma zawdzięczać dobrej sprzedaży w Europie
i Chinach.
Notowania na warszawskim parkiecie zapowiadają somu wczorajszego maksa hossy. Po raz kolejny popyt będzie musiał się
zmagać z podażą rozochoconą słabym atakiem na rekord. Wczorajszy atak był
szczególnie słaby, bo wywołany przez jedno wydarzenie, którego znaczenie
dla obecnej sytuacji jest mocno ograniczone.
Skalę przeceny od dołu ogranicza linia trendu wzrostowego Indeks.gif
Kontrakty.gif Bykom powinno zależeć na tym, by utrzymać ceny nad jej
poziomem. Jeśli to się nie uda to może być to odebrane przez część
inwestorów jako pierwszy sygnał słabości rynku. Cofnięcie się cen po
zaliczeniu rekordu nie jest jeszcze tragedią, jeśli nie będzie to
potwierdzone dalszą przeceną. Jej pojawienie się może mieć poważniejsze
skutki. Pierwszym byłaby próba zbliżenia się do ostatniej luki hossy
znajdującej się w okolicy 3400 pkt. To już jest poziom ważny także z
średnioterminowego horyzontu inwestycyjnego.