Nie ma sensu zbyt wiele czasu poświęcać temu, co się wydarzyło, czy raczej
nie wydarzyło w USA. Amerykański rynek akcji po wcześniejszym wzroście o
1% tym razem zatrzymał się w miejscu dj.gif Nasdaq.gif SP500.gif Kursy
wahały się to wychodząc na plus, później spadając na minus, by w końcówce
ponownie wyjść na plus. Sesja faktycznie bez większego znaczenia poza
faktem, że na razie potwierdza przewagę popytu. Skoro podaż nadal nie jest
w stanie wykreślić choćby średniej wielkości korekty, to inne wnioski nie
przychodzą do głowy.
Inna sprawa, że w trakcie wczorajszych notowań za oceanem nie pojawiły się
żadne dane makroekonomiczne, które miałyby szanse ruszyć cenami. Jest to
tym ważniejsze, że takie dane pojawią się dziś, a zatem można powiedzieć,
że rynek się zatrzymał, by poczekać na dzisiejszą publikację.
Przypomnijmy, że o 14:30 pojawi się wstępna wartość dynamiki PKB USA w I
kw. 2007 roku. Oczekiwania nie są wygórowane. Jeszcze miesiąc temu mówiono
o dynamice przewyższającej 2%. Jeszcze tydzień temu oficjalne prognozy
mówiły o tym, że PKB wzrośnie o 2%. Teraz oficjalne prognozy mówią o
wzroście o 1,8%, a niektórzy są zdania, że będzie to tylko 1,5%. Prawda
jest taka, że w odbiorze danych nie będzie miało większego znaczenia, czy
faktycznie wg wstępnych danych PKB wzroście o 1,8%, czy 1,5%, czy nawet
2%. A przynajmniej nie powinno mieć. Problem w tym, że są to dane wstępne,
a więc oparte jedynie na danych rzeczywistych jedynie ze stycznia i
lutego. Dane marcowe w części to jedynie estymacja na bazie tych
pierwszych z uwzględnieniem czynników sezonowych. Do publikowanej dziś
wartości trzeba podchodzić ze spokojem, gdyż w późniejszym czasie może być
poddana rewizji. Nie raz się zdarzało, że była ona znacząca. Inna sprawa,
że rozrzut prognoz o 0,5% pkt procentowego jest zrozumiały skoro mamy do
czynienia z estymacjami. Tu rolę odgrywa także czynnik losowy.
Prawda jest też taka, że niezależnie, czy będzie to 1,8%, czy 1,5% obraz
amerykańskiej gospodarki pozostanie taki sam. Tu nadal problemem będzie
rynek nieruchomości. Spadające ceny domów mają negatywny wpływ na dynamikę
PKB. Problemem pozostanie deficyt w handlu zagranicznym, co także będzie
miało negatywny wpływ na dynamikę PKB. Aktywność przedsiębiorstw w sferze
inwestycji także nie jest zbyt duża. Jak pokazują ostatnie dane
przedsiębiorcom na razie nie w głowie inwestycje. Tu widać wyraźny brak
zaufania do przyszłości. Właściwie jedyną poważną ostoją dla wzrostu
pozostaje poziom konsumpcji. Na Amerykanów można w tym względzie zawsze
liczyć. Wydają na potęgę i na potęgę się zadłużają. Poziom m zadłużenia
gospodarstw domowych jest już porównywalny z wielkością PKB.
Dla nas oprócz wiadomości z USA liczy się także fakt czysto techniczny,
czy uda się utrzymać poziom wsparcia na dołku z ubiegłego czwartku?
Wczorajsza sesja pokazała, że będzie z tym problem. Już w trakcie
wczorajszej końcówki ceny zeszły niżej, ale sesja zamknęła się ponad
poziomem wsparcia. Niedźwiedzie mają w tej chwili ułatwione zadanie.
Wczoraj sesja rozpoczęła się nieźle i popyt właściwie nic nie musiał
robić, a jedynie utrzymać poziom tego dobrego początku do końca notowań.
To się nie udało, a zamiast spokojnej sesji mieliśmy spadek cen. Dziś
sesja rozpocznie się w okolicy tego wsparcia. Wprawdzie pojawiła się
wiadomość, że Bank Japonii nie zmienił stóp procentowych (powoli mówi się
o możliwości podwyżek), ale akurat to było przez większość oczekiwane. Nie
dziwi zatem spokojna reakcja rynków Dalekiego Wschodu. Pewnym pocieszeniem
może być osłabiony jen, ale raczej nie będzie to miało większego stawicielami Unii Europejskiej
na temat programu nuklearnego. Zadanie byków będzie trudne. Jeśli jemu nie
podołają, to prawdopodobnie czeka nas spadek w okolice ostatniej luki
hossy znajdującej się w okolicy 3400 pkt.