Średnia przemysłowa Dow Jones traciła wczoraj już 150 pkt., ale okazało
się, że był to jedynie epizod. Kursy bowiem zaczęły rosnąć. Na tyle, że ta
sama średnia zakończyła regularną sesję zwyżką o 164 pkt. Mamy wiec do
czynienia z ruchem o ponad 300 pkt. Byków pewnie taka akcja cieszy. Sam
wzrost, ale także możliwe jego konsekwencje. U nas mogą być spore. Wygląda
bowiem na to, że zaczniemy dzień od zwyżki cen, a więc oddalimy się od
poziomu minimum bessy. Zatem pod znakiem zapytania jest możliwość jego
testu. Ba, pewnie u części graczy ten początkowy wzrost może mieć zupełne
inne znaczenie. Jeśli ktoś przyjmie, że początek sesji będzie sygnałem, by
sesja była wzrostowa, to mogą pojawić się nadzieje na to, że do
wyczekiwanego testu licowego dołka w ogóle nie dojdzie, a co odważniejsi
zaczną mówić o podwójnym dnie. Rynek właśnie takimi nadziejami żyje.
Trzeba jednak pamiętać, że formacja nie pojawia się, gdy kreślona jest to
dno, ale dopiero wtedy, gdy następuje wybicie ponad szczyt, który między
dwoma dołkami się znajduje. W tym wypadku potrzeba będzie wyjście ponad
formację podwójnego szczytu, jaka pojawiła się na przełomie lipca i
sierpnia. Podwójne dno jest więc w tej chwili jedynie mocno hipotetycznym
scenariuszem.
Wczorajszy wzrost cen w USA jest wymowny. Nikt już zdaje się nie
przejmować sytuacją Lehman Bros. Wygląda na to, że spółka została już
przez graczy wpisana na listę ofiar obecnego kryzysu. Wczoraj papiery
Lehman Bros. straciły ponownie 40 proc., co sprawia, że w ciągu tygodnia
spółka przeceniła się o 75 proc. Przed sesją pojawiały się obawy o
sytuację innych spółek, które mają w swoich aktywach papiery powiązane z
rynkiem nieruchomości. Były obawy, czy przymus sprzedaży aktywów przez
Lehman Bros. wpłynie na wycenę tychże nieruchomościowych instrumentów.
Prze to m.in. przed sesję spadała cena Washington Mutual. Ostatnie dwie
godziny sesji były dla WaMu bardzo łaskawe i w dwucyfrowego spadku cena
spółki wyszła na dwucyfrowy wzrost.
Można się zastanawiać, czy za tym polepszeniem nastrojów nie stoi też
czasem zmiana związana z oczekiwaniami co do najbliższych posunięć FOMC.
Pojawiło się ostatnio kilka opinii, jakoby komitet miał nieco zmienić
wymowę swojego komunikatu (w przyszłym tygodniu posiedzenie) przeważając
obawy co do zwiększającego się ryzyka recesji, wobec zmniejszającego się
ryzyka wzrostu inflacji, co można byłoby odebrać gołębio. Za takim
nastawieniem przemawia podobno ostatnia hossa na rynku długu. Są
analitycy, którzy oczekują, że jeszcze w tym roku FOMC ponownie zetnie
stopy. Fakt, że nastroje wobec kolejnych ruchów władz monetarnych
zmieniają się dość często, ale też trzeba przyznać, że obecna sytuacja
jest dość wyjątkowa i dynamiczna. Cóż, zobaczymy, choć w tej chwili
przesłanek za takim rozwojem wypadków jeszcze wiele nie ma. Spadek cen
surowców i słabsze II półrocze wzrostu PKB jeszcze nie wystarczą.