Wiadomością dzisiejszego dnia nie jest wcale wczorajsza decyzja FOMC o
pozostawieniu stóp na dotychczasowym poziomie. Nie wszyscy się bowiem
spodziewali, że stopy spadną. Wiadomością dnia jest decyzja administracji
o wydaniu kolejnych 85 mld dolarów w celu przejęcia AIG. Spółka od
dłuższego czasu błagała o 40 mld pożyczki ze względu na grożące jej
obniżenie ratingów. Do obniżenia ratingów w końcu doszło, co sprawiło, że
ogłoszenia upadłości zostało już tylko kilkadziesiąt godzin. Do
wczorajszego wieczoru władze były nieugięte i odmawiały pomocy. Wcześniej
nie wsparły przejęcia Lehman Bros.. Wydawało się, że administracja stara
się zmusić podmioty prywatne do zaangażowania się. W końcu upadek AIG
byłby poważnym zagrożeniem dla całego rynku finansowego i negatywne tego
skutki byłyby znacznie większe niż kwota pomocy spółce. Okazało się, że
sektor prywatny pozostał bierny. Można to rozumieć dwojako - nikt nie chce
pozbywać się środków, bo nie wiadomo, co czeka nas w najbliższych
tygodniach. Rząd zresztą przyzwyczaił wszystkich, że jak go przycisnąć, to
chcąc nie chcąc podejmie działania i weźmie na barki podatników skutki
błędnych decyzji zarządów prywatnych podmiotów. Gra nerwów była spora, ale
prywaciarze okazali się lepszymi pokerzystami. Sprawę komplikuje aspekt
polityczny, bo doprowadzenie do upadku AIG i do załamania na rynkach
finansowych i w konsekwencji kolejnych bankructw obciążyłoby aktualną
administrację, co nie wsparłoby senatora McCaina. Mimo wstępnej postawy tu
nie było wyjścia. Tym ruchem administracja rządowa osłabiła swoją pozycję,
bo przyparta do muru okazała słabość. Teraz będzie jej trudniej
negocjować, gdyby doszło do kolejnego zagrożenia. Ewentualne kolejne
deklaracje o niechęci do angażowania pieniędzy podatników nie będą już tak
wiarygodne. W efekcie mamy sytuację, gdy i tak, i tak jest źle. Źle jest,
gdy szasta się miliardami podatników, ale źle także, gdy biernie przygląda
się zapaści i nic nie robi.
Kolejna nacjonalizacja pomoże inwestorom, ale na krótką metę. Widać to
było na przykładzie Nikkei. Indeks zaczął sesję relatywnie wysoko, by
później powoli się osuwać. Problemy bowiem nie zniknęły. System finansowy
jest nawadniany kolejnymi hektolitrami płynności. W ostatnim czasie banki
centralne wpompowały 200 mld dolarów. Fed wprawdzie nie obniżył stóp, ale
nadal jest gotów pożyczać w ramach obecnie dostępnych narzędzi. Obniżka
zresztą nie jest wykluczona. Przy stopach na poziomie 2 proc. nie ma wiele
miejsca na cięcia, a więc taką ewentualność pozostawiono sobie na gorsze
czasy. To też pokazuje, że Fed z takimi czasami się liczy. Cięcie jest
więc możliwe zarówno na najbliższym posiedzeniu (koniec października), jak
i w ramach nagłego wydarzenia i ponadnormatywnego posiedzenia FOMC.