Złoto w ciągu kilku tygodni spadło o 1500 dol., z 5600 do 4100 dol. za uncję. Czy to już panika, czy tylko silna korekta?
Faktycznie z tak ogromną zmiennością na rynku złota nie mieliśmy już bardzo dawno do czynienia. Złoto osiągnęło szczyt 5600 dol. na przełomie stycznia i lutego, potem była lekka korekta, ale po agresji na Iran wybiło znowu do ponad 5400 dol.. Jeżeli ktoś traktował złoto do tej pory jako bezpieczną przystań, widzi napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie i widzi drastyczny skok awersji do ryzyka, to intuicyjnie mogłoby się wydawać, że to jest absolutnie najlepsze z możliwych tło dla rynku złota. A jak widzimy, dzieje się dokładnie odwrotnie. Tu zadziałać mogła zasada „kupuj plotki, sprzedaj fakty”, którą znamy także z rynku giełdowego, gdy inwestorzy kupują jakieś aktywa, surowiec czy akcje spółki pod konkretne wydarzenie, nawet geopolityczne.
Pamiętajmy, jak bardzo złoto drożało na przestrzeni całego ostatniego roku czy właściwie już nawet dwóch ostatnich lat. Tych fundamentalnych czynników wzrostowych dla złota jest bardzo dużo, w tym też ta premia wojenna. Można zakładać, że skoro to ryzyko się zmaterializuje, pod które pozycjonowali się kupujący, to część z tych osób zechce te swoje zyski na złocie realizować. I nie jest to nic nowego, te same obrazy oglądaliśmy choćby w 2008 r. podczas kryzysu finansowego – złoto kilka lat przed tym kryzysem mocno rosło wraz z rynkami akcji, a po kryzysie straciło od szczytu 34 proc. Podobnie w 2020 r., gdy pojawiły się pierwsze lockdowny i świat był zszokowany ich konsekwencjami, pojawił się szybki spadek złota, nawet o 15 proc. Dobrze by było też rozdzielić złoto fizyczne od złota papierowego, na które jednak patrzy większość rynku inwestycyjnego. Tu chodzi o kontrakty terminowe na złoto, które mają postać lewarowaną, i gdy pojawia się jakiś globalny kryzys, poszukiwanie płynności i globalne lewarowanie rynku, to w ramach ucieczki do dolara sprzedaje się wszystko, co jest płynne i złoto nie jest tutaj wyjątkiem.
A jak pan rozumie powody aktualnej korekty na złocie?
Podłożem obecnego kryzysu jest zamknięcie cieśniny Ormuz. Ten fakt wywindował już w pierwszym momencie ataku na Iran ceny ropy i nadal nie wiemy, jak ta sytuacja się rozwinie, czy ten szczyt cen ropy w rejonie 120 dol., to już jest wszystko, czy droga ropa będzie nam jeszcze towarzyszyła dłużej i na jeszcze wyższych poziomach. Droga ropa to globalna presja inflacyjna, a globalna presja inflacyjna odsuwa perspektywę szybszych obniżek stóp procentowych, co zresztą już widzieliśmy po ostatnich decyzjach chociażby Fedu. W związku z tym właśnie takie aktywa, jak metale szlachetne, również tracą na takim zaostrzeniu oczekiwań co do stóp procentowych. W 2022 r. zamrożono 300 mld dol. rezerw walutowych Rosji, a to przyspieszyło próby uniezależnienia się od dolara amerykańskiego w wielu krajach, także na Bliskim Wschodzie. Nadal jednak funkcjonujemy w systemie petrodolara, handel ropą jest rozliczany w dolarze, a więc każdy, kto chce kupić ropę, musi najpierw kupić dolara. A ponieważ dolar w ostatnich latach stawał się właśnie takim gorącym kartoflem i wiele rządów nie chciało utrzymywać dużych rezerw walutowych w dolarze, to nadwyżki były kierowane do złota. Dlatego dziś, gdy Cieśnina Ormuz jest zamknięta, a handel w tym regionie sparaliżowany, to siłą rzeczy te kraje arabskie również nie otrzymują żadnych dolarów za sprzedawaną ropę. Tworzy to ryzyko, że popyt z ich strony na złoto będzie malał. A gdyby te kraje miały większe problemy finansowe wskutek przeciągania się tego konfliktu, to mogą rozważyć upłynnianie swoich rezerw złota. Chociaż raczej w pierwszej kolejności będzie to coś jeszcze bardziej płynnego, jak rezerwy w dolarze i amerykańskich obligacjach.
Jaki wpływ ma ten kryzys na złoto, czy możemy się spodziewać, że ceny przebiją w dół tę psychologiczną granicę 4 tys. dol.?
Przy tak ogromnej zmienności, kiedy w zasadzie codziennie jesteśmy w stanie obserwować na złocie wahania rzędu kilkuset dolarów, to oczywiście, że możemy zejść poniżej granicy 4 tys. dol. Jeśli chodzi o ryzyko wiszące nad rynkiem złota, ale też srebra czy w ogóle metali, perspektywa utrzymania bardzo wysokich cen przez dłuższy czas powoduje ryzyko globalnego spowolnienia, a nawet recesji. To oczywiście rykoszetem uderza w surowce i metale przemysłowe, a więc i w srebro. Nie widzieliśmy jeszcze na rynku akcji poszukiwania płynności, Dow Jones od szczytu się cofnął o około 10 proc. więc na indeksach amerykańskich jest jeszcze sporo zapasu i pamiętajmy, że większość tego typu kryzysów zaczyna się zawsze powoli. Rynek najpierw tygodniami się powoli osuwa, przebija kolejne granice i w momencie, gdy panika narasta, spadek ewidentnie przyspiesza i oglądamy później 5-7 proc. spadki indeksów w Stanach w ciągu jednego dnia. Gdyby taka panika nam się rozkręciła na rynku akcji, to złoto ze srebrem nadal będzie podlegać właśnie upłynnianiu w poszukiwaniu płynności.