Mariusz Jagodziński, Mount TFI: Po korekcie WIG ma szansę na rekord

Dziś polski rynek nie jest tani, hossa jest zaawansowana, ale jednocześnie jesteśmy daleko od skrajnego przewartościowania naszych spółek czy rynków ogółem – mówi Mariusz Jagodziński, doradca inwestycyjny, członek zarządu Mount TFI.

Publikacja: 12.06.2024 17:18

Gościem Dariusza Wieczorka był Mariusz Jagodziński, doradca inwestycyjny, członek zarządu Mount TFI.

Gościem Dariusza Wieczorka był Mariusz Jagodziński, doradca inwestycyjny, członek zarządu Mount TFI.

Foto: parkiet.com

We wrześniu 2022 r. w Parkiet TV mówił pan, że koniec bessy na rynku akcji jest blisko, że wyceny polskich spółek są bardzo niskie i warto w nie inwestować. Miał pan nosa. Od dołka z października 2022 r. nasze indeksy do szczytów w połowie maja wzrosły po ok. 90 proc. Teraz mamy korektę? Europa nie nadąża za USA, gdzie indeksy biją rekordy...

Jeszcze w maju europejskie rynki radziły sobie dobrze, ale ostatnio już słabiej. Przykładowo, francuskiemu rynkowi w głębszej korekcie pomogły eurowybory. Polski rynek od trzech tygodni wygląda jednak najsłabiej, aczkolwiek w poprzednich miesiącach byliśmy najlepsi. W okresie ostatnich 12 miesięcy polska giełda była mocniejsza m.in. od DAX czy S&P 500. Korekta normalizuje zatem sytuację. Jak na razie patrzę na to jak na realizację zysków aniżeli odwrócenie głównego trendu. Hossa oczywiście trwa już długo i wyraźnie podniosła indeksy. Wspomniane spadki, które kończyły się jesienią 2022 r., zniosły wyceny na bardzo niskie poziomy. Hossa zaczęła się ze skrajnego niedowartościowania. Dziś polski rynek nie jest tani, hossa jest zaawansowana, ale jednocześnie jesteśmy daleko od skrajnego przewartościowania polskich spółek czy rynków ogółem. Zachowanie rynków w ostatnich trzech tygodniach to standardowa korekta w dość silnym trendzie wzrostowym.

Do powrotu zwyżek potrzebny jest kapitał. Czy widzi pan argumenty za powrotem inwestorów na polski rynek?

Paradoksalnie bardzo dobrze, że korekta nadeszła teraz. W połowie maja rynek był  bliski korekty. Indeksy biły rekordy, a WIG zbliżał się do 90 000 pkt, możliwy był nawet atak na 100 000 pkt. Czułem wówczas pewną obawę, bo jeśli rynek w tak entuzjastycznych zwyżkach zapędził się za daleko, trend mógłby się zmienić. Obecna korekta wychłodzi nastroje, przeceni akcje i one staną się bardziej atrakcyjne np. dla inwestorów zagranicznych. Ta grupa inwestorów jest konieczna do powrotu zwyżek na GPW, bo w ostatnich latach odpowiada za 65 proc. obrotów. Do tego mamy efekt kuli śnieżnej w postaci PPK, która powoli rośnie. Przewaga popytu będzie się budowała, ale na to potrzeba czasu. Wciąż jednak bardzo niewielu krajowych inwestorów kupuje akcje. Jakiekolwiek napływy do funduszy polskich akcji są widoczne dopiero od końca zeszłego roku, czyli po około roku trwania wzrostów. Kwoty wciąż nie są jednak duże. Ostatnim argumentem za tym, że obecnie mamy do czynienia z korektą, a lada moment wrócimy do zwyżek, są wyniki spółek w kontekście poprawy sytuacji gospodarki. I kwartał tego roku przyniósł wyraźną poprawę dynamiki PKB. Dobre wyniki powinny osiągać nie tylko banki, ale i spółki oparte na konsumencie. II półrocze może być okresem, w którym firmy będą poprawiać wyniki. Dajmy spokojnie rozkręcić się gospodarce. Spodziewam się, że w II półroczu wrócimy do wzrostów indeksów i ataków na szczyty.

Hossie sprzyjały banki, których akcje w ostatnich tygodniach zaliczyły wyraźne spadki. Czy wróci pozytywne nastawianie do banków?

Korekta wycen banków zaczęła się sporo wcześniej niż całego rynku, już w kwietniu. Mimo to rynek zdołał wspiąć się jeszcze na nowe rekordy. Bankom absolutnie należała się korekta, bo w ciągu roku urosły razem o 100 proc. W dołku bessy banki były skrajnie niedowartościowane. Dziś polskie banki wciąż są w cenie, ale już bez wyraźnego dyskonta do europejskich odpowiedników. Korekta może więc zachęcić do powrotu popytu. O wyniki banków jestem spokojny, bo I kwartał to potwierdza. Banki pewnie będą jednak zyskiwać teraz podobnie jak cały szeroki rynek. Jeśli rynek z dzisiejszych poziomów zyska jeszcze 8–10 proc., to wyznaczy nowy rekord i zakończy rok na mocnym plusie. Stopy procentowe w Polsce zostaną obniżone prawdopodobnie w przyszłym roku i oby tak było, bo będzie to oznaczać, że poradziliśmy sobie z inflacją, która w II półroczu będzie podwyższona. Jednocześnie mamy wysoką dynamikę wzrostu płac realnych. Dajmy bankom trochę czasu na pokazanie, że wciąż są w stanie generować wysokie marże. W dwóch kolejnych latach dynamika już nie będzie tak wysoka, jak w latach poprzednich, być może nawet będzie płaska rok do roku, ale to też nie będzie powodem do przeceny. Ale banki nie będą też już lokomotywą wzrostu indeksów.

Rynek nie spodziewa się cięcia stóp na czerwcowym posiedzeniu Fedu. Kiedy może się zacząć cykl obniżek?

Cały rynek oczywiście wyczekuje pierwszej obniżki stóp w USA. Jak na razie na taki krok z największych banków centralnych zdecydował się EBC. Już jesienią zeszłego roku rozpoczęło się wycenianie pierwszej obniżki stóp w USA. Wróżono, że dojdzie do tego na początku tego roku, a to windowało indeksy akcji. De facto już od pół roku na próżno wyczekujemy obniżki stóp, a rynek w USA wciąż idzie w górę. Okazuje się, że cała gospodarka jest bardzo silna, a dziś słowo „recesja” już prawie nie pada. Przy tak mocnym rynku pracy Fed nie jest zmuszony do obniżania stóp. Do tego wygląda na to, że Fed nie chce powtórzyć sytuacji z lat 70., gdy inflacja wymykała się spod kontroli, a stopy raz były obniżane, żeby zaraz znów rosnąć. Fed pewnie chętnie przetrzyma rynek dłużej, może nawet do końca tego roku. Pytanie, czy brak obniżki przeszkodzi rynkowi akcji w zwyżkach, bo jak na razie – nie. Kluczowe będzie to, czy amerykańskie spółki będą poprawiać wyniki z kwartału na kwartał, a jak na razie na to się zanosi. S&P 500 wspina się na nowe rekordy. Rynek w USA nie jest już tak tani, jak np. w Polsce, ale też nie widać powodów do zmian trendu na bessę. Fed ma sporo przestrzeni do obniżek stóp, gdyby na rynkach zrobiło się gorąco. Wciąż jednak spodziewam się jastrzębiego podejścia Fedu, bo grunt pod takie stanowisko dają dane makro.

W Europie jesteśmy świeżo po wyborach i widzieliśmy reakcję na ich wyniki...

We Francji ruch na rynku był spory. Ogółem sądzę, że będzie to chwilowe zawahanie inwestorów. W istocie zmiana polityczna, która nastąpiła, jest manifestacją Europejczyków, którzy nie popierają dwóch rzeczy. Jedna to kryzys migracyjny, który z punktu widzenia ekonomii nas mało interesuje. Druga to Zielony Ład, który de facto obniża konkurencyjność europejskich firm. Wyniki wyborów mogą spowolnić ten proces, co dla europejskiego makro będzie korzystne. Przypomnijmy, że niegdyś straszono nas Donaldem Trumpem, ale od strony gospodarczej ta prezydentura nie okazała się zła.

Mount TFI niedawno wprowadziło na giełdę certyfikaty funduszu dającego ekspozycję na światowy rynek nieruchomości. Jakie jest zainteresowanie inwestorów?

Krajowi inwestorzy dopiero uczą się inwestować w fundusze nieruchomości. Nie mamy jeszcze lawiny nabyć, ale to bardzo ciekawa klasa aktywów, którą polscy inwestorzy mogą polubić. Fundusze te inwestują szeroko w światowy rynek nieruchomości i do tego płacą dywidendy. Moim zdaniem mamy obecnie dobry moment na inwestycje w REIT-y.

Inwestycje
Copy trading to ani zarządzanie, ani doradztwo
Materiał Promocyjny
Financial Controlling Summit
Inwestycje
Sobiesław Kozłowski, Noble Securities: Akcje XTB potrzebowały „oczyszczenia”
Inwestycje
Zbieranie danych w grupie kapitałowej
Inwestycje
Konrad Łapiński, Total FIZ: Nowe rekordy są już mało prawdopodobne