Główne indeksy na warszawskim parkiecie są w tym roku na sporych minusach. Flagowy wskaźnik WIG20 należy do grupy najgorszych indeksów na świecie. Od czasu do czasu, gdy widać jakąś poprawę, inwestorzy zaczynają wierzyć, że najgorsze już za nami. A potem znowu powraca pesymizm.
Taka sytuacja jest oczywiście bardzo niekorzystna dla tych, którzy liczą na zyski w krótkim czasie. Ale inwestujący w średnim i długim terminie nie powinni się zanadto zrażać, bo z ich punktu widzenia liczy się wynik osiągnięty w ciągu kilkunastu czy kilkudziesięciu lat.
Gorzej było tylko w 2008 r.
Przez osiem miesięcy tego roku WIG20 stracił na wartości ponad 30 proc. Na razie wiele wskazuje na to, że czeka nas najgorszy rok na giełdzie od 2008 r., kiedy to indeks największych spółek spadł aż o 48 proc. Rok 2008 to oczywiście czas wielkiego kryzysu finansowego. Obecne wyceny rynkowe są porównywalne z tymi, jakie właśnie wtedy były notowane.
Jeśli spojrzymy na cały rynek, okaże się, że ceny akcji są bardzo niskie. Świadczy o tym średnioroczny wskaźnik cena do zysku dla całej naszej giełdy. Teraz oscyluje on wokół 9,00. Dla porównania w czasie kryzysu finansowego wynosił 11,00. W krótkim terminie może to być jednak za słaby argument za tym, że może dojść do jakiegoś mocniejszego odbicia.
– Główny polski indeks WIG20 jest w tym roku jednym z najsłabszych na świecie. Ma na to wpływ kilka czynników. Spośród tych czysto rynkowych warto wziąć pod uwagę takie jak: jedna z najbardziej odwróconych krzywych rentowności, jeden z najwyższych poziomów CDS-ów (koszty ubezpieczenia na wypadek niewypłacalności kraju), jeden z najniższych odczytów indeksów PMI, słaby złoty. Czynniki te nie zmienią się z dnia na dzień i nadal mogą oddziaływać na nasz rynek. Co więcej, 2023 r. może być w gospodarce jeszcze trudniejszy niż 2022. Może to znaleźć odzwierciedlenie w wynikach spółek i tym samym w całym indeksie w najbliższych kwartałach – przekonuje Daniel Kostecki z polskiego oddziału firmy Conotoxia.
Oczywiście, ocena sytuacji w bardzo dużym stopniu zależy od tego, czy analizujemy zmianę wartości naszego portfela albo chcielibyśmy wycofać się z jakichś inwestycji, czy wręcz przeciwnie – szukamy okazji do zakupu przecenionych akcji. W inwestowaniu na giełdzie bardzo ważne jest to, na jak długo lokujemy pieniądze, czy możemy dowolnie długo wstrzymywać się ze sprzedażą akcji, czy jesteśmy odporni emocjonalnie na potencjalne kolejne zawirowania. Jeśli tak, to specjaliści mają dla nas dobre informacje.
Jak mówi Tomasz Kania z Santander BM, wszystkie analizy robione na podstawie historycznych stóp zwrotu potwierdzają, że w długim okresie najwięcej zarabia się na giełdzie. Trzeba być jednak cierpliwym i konsekwentnie realizować obraną strategię, nie zrażając się okresowymi stratami.
Poprawa po wcześniejszej mocnej przecenie?
Nie brakuje głosów, że w obecnej sytuacji warto poszukać na giełdzie okazji inwestycyjnych. Na przykład ci, którzy przetrwali trudny rok 2008, kiedy to na naszym parkiecie doszło do bardzo mocnej przeceny akcji, mieli potem powody do zadowolenia. W 2009 r. indeks WIG20 urósł o ponad 30 proc. Czy 2023 r. może być lepszy dla krajowych inwestorów niż 2022 r.?
– Zakładam, że Wall Street prawdopodobnie ma już dołek za sobą, a warszawska giełda znajduje się blisko niego. Dlatego pod koniec roku widziałbym lekkie odreagowanie. W 2023 r. raczej nie powinno być spadków, nawet gdyby pogłębił się kryzys energetyczny, czego w scenariuszu bazowym nie zakładam. Pytanie tylko, czy w 2023 r. indeksy giełdowe pójdą w bok i zaczną rosnąć dopiero w 2024 r., czy też od razu zacznie się próba korygowania strat z 2022 r. Stawiam na ten ostatni scenariusz – twierdzi Marcin Kiepas, analityk firmy Tickmill.
Marek Kaźmierczak z VIG/C-QUADRAT TFI przekonuje, że obecnie wyceny polskich spółek są atrakcyjne dla kupujących. Zostało już w nich uwzględnione ryzyko geopolityczne oraz to związane ze spowolnieniem gospodarczym.
Ale niezależnie od takich ocen inwestor nastawiony na gromadzenie kapitału w długim terminie w ogóle nie powinien podejmować prób „złapania” dołka, czyli zakupu akcji w momencie, gdy ich cena jest bardzo niska. Taka sztuka nie udaje się nawet profesjonalistom. W zasadzie dopiero po fakcie dowiadujemy się, że właśnie minęła świetna okazja. Moglibyśmy z niej skorzystać, gdybyśmy zgodnie z przyjętą strategią inwestowali systematycznie.
Nie warto ograniczać się do polskiego rynku
Oczywiście, przy zakupie trzeba zwracać uwagę na ceny akcji, pamiętając jednocześnie, że na rynku nigdy nie jest tak tanio, żeby nie mogło być jeszcze taniej. Ale kluczem do sukcesu jest przede wszystkim odpowiednia selekcja spółek. Grzegorz Pułkotycki z firmy Starfunds radzi wybierać firmy, które mają unikalny produkt, usługę albo model biznesowy. Szansa na to, że w przyszłości ich przychody będą znacząco rosnąć, jest duża. A to z pewnością zostanie dostrzeżone przez inwestorów i przełoży się na wycenę akcji.
Tomasz Kania na podstawie swoich doświadczeń dodaje, że warto wyszukiwać firmy mające przewagę konkurencyjną w swojej branży, takie, które dynamicznie zwiększają przychody i wyróżniają się wysoką jakością zarządzania biznesem.
Właściwie wszyscy eksperci podkreślają, że w inwestycjach nie powinniśmy ograniczać się do polskiego rynku. Nasza giełda może być pierwszym wyborem dla krajowych klientów, ale dywersyfikacja geograficzna jest jak najbardziej potrzebna. Gdybyśmy mieli w portfelu akcje z innych giełd, zwłaszcza amerykańskich, co prawda w tym roku być może też nie uniknęlibyśmy straty, ale byłaby ona mniejsza.
OPINIE
Grzegorz Pułkotycki dyrektor inwestycyjny, Starfunds
Specyfika polskiego rynku akcji sprawia, że do odniesienia inwestycyjnego sukcesu, przynajmniej w średnim terminie, nieodzowny jest świetny „timing” lub dobra selekcja spółek. Indeksowe podejście, które opiera się na oczekiwanym wzroście zysków spółek w długim terminie, w przypadku indeksu MSCI Poland, kluczowego z punktu widzenia inwestorów zagranicznych, nie miało do tej pory racji bytu. Było tak dlatego, że zyski polskich blue chips od lat są w stagnacji. Nie dziwi zatem na pierwszy rzut oka absurdalnie niska wycena polskiego rynku, która na mnożniku P/E (cena do zysku) niewiele przekracza poziom 6x; szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę deprecjację lokalnej waluty oraz negatywne momentum wyników finansowych spółek. Czy zatem tak jak w 1998 r. albo w okresie 2008/2009 taki poziom wyceny gwarantuje osiągnięcie spektakularnych zysków w perspektywie kwartałów czy lat? Nie ma takiej pewności. Warunkiem koniecznym byłoby uniknięcie poważniejszych turbulencji w europejskiej i polskiej gospodarce. W dobie geopolitycznej niepewności, zacieśniania monetarnego i kryzysu energetycznego nie sposób przewidzieć, czy takich turbulencji nie będzie. Czy zatem dać sobie spokój z polską giełdą? Niekoniecznie. Negatywne nastroje i spore ryzyko są już uwzględnione w cenach akcji, co stwarza korzystne środowisko do selekcji spółek do długoterminowego portfela (akcje tych firm powinny być uzupełnieniem globalnej alokacji). Jakie kryterium selekcji zastosować? Może to być widoczna perspektywa znaczącego wzrostu przychodów w oparciu o unikalny produkt, usługę albo model biznesowy. Coś takiego nie powinno zostać niezauważone w momencie poprawy nastroju inwestorów.
Tomasz Kania menedżer ds. portfeli, Santander BM
Badania historycznych stóp zwrotu różnych klas aktywów pokazują dość wyraźnie, że w dłuższej kilkunastoletniej perspektywie najwięcej zarabia się na rynku akcji. Głównym wyzwaniem dla inwestorów jest wykazanie się konsekwencją i cierpliwością. Giełda na świecie postrzegana jest przede wszystkim jako miejsce do gromadzenia oszczędności w długim terminie. Najwłaściwszym horyzontem jest całe życie lub też nieskończoność – w przypadku inwestycji dziedziczonych przez dzieci. Poza tym giełda była, jest i będzie uosobieniem rywalizacji oraz konkurencji – lepsze produkty zastępują gorsze. Dlatego inwestorzy zagraniczni bardzo często wskazują na wady naszego parkietu, m.in. takie jak: wysoki udział spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa, mała liczba ciekawych technologicznych biznesów, problem z retencją talentów w spółkach. Nasze podejście do budowania portfeli spółek od lat jest konsekwentne i niezmienne. Staramy się wyszukiwać firmy mające przewagę komparatywną w danej branży, dynamicznie poprawiające przychody przy zachowaniu wysokiej jakości zarządzania biznesem. W ostatnich latach zadanie to wydaje się nam coraz trudniejsze. Z każdym kolejnym kryzysem uwydatniają się problemy polskiego parkietu. Dlatego konsekwentnie budujemy wsparcie analityczne rynków zagranicznych, szczególnie amerykańskich i europejskich. I zachęcamy klientów do dywersyfikacji portfeli poprzez wprowadzanie do nich spółek właśnie z tych giełd.
Piotr Kaźmierkiewicz analityk, BM Pekao
Powodem bessy na globalnych rynkach akcji jest ryzyko recesji wynikające z narastającego kryzysu energetycznego i z determinacji banków centralnych w walce z inflacją. Rozłożenie akcentów w poszczególnych regionach świata jest jednak różne. W strefie euro, przy wciąż relatywnie niskich stopach procentowych, ryzyko recesji wynika wprost z wysokich cen energii elektrycznej oraz braku gazu. Z kolei w Polsce problemy z dostępnością węgla w razie chłodniejszej zimy mogą doprowadzić do przestojów w produkcji. Inaczej niż w strefie euro wygląda też u nas koszt pieniądza. Po hiperdynamicznym cyklu zaostrzania polityki monetarnej wyraźnie słabnie popyt konsumencki, a rosnący koszt obsługi zadłużenia Skarbu Państwa ogranicza pole do dalszej stymulacji fiskalnej. Dlatego słabość krajowego rynku akcji w porównaniu z rozwiniętymi parkietami – choć niepokojąca – nie powinna dziwić. Indeks WIG w sposób płynny posuwa się ścieżką z 2008 r. Sygnałem zbliżającego się końca bessy będzie pierwsza obniżka stóp procentowych przez RPP. Na podstawie historii można prognozować, że dojdzie do niej cztery miesiące po zakończeniu zacieśniania polityki pieniężnej, czyli już na początku przyszłego roku.
Marek Kaźmierczak starszy zarządzający funduszami, VIG/C-QUADRAT TFI
Biorąc pod uwagę wyceny polskich spółek w długim okresie, uważamy, że aktualne wyceny są na bardzo niskim poziomie. W naszej opinii w wycenach tych zostało już uwzględnione ryzyko spowolnienia gospodarczego oraz ryzyko geopolityczne, natomiast nie wzięto jeszcze pod uwagę kolejnych potencjalnych scenariuszy szokowych dla gospodarki, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Wewnętrzne dotyczą dalszego luzowania polityki fiskalnej przy neutralnej postawie RPP, co wpłynęłoby prawdopodobnie na dalsze osłabienie złotego względem wiodących walut. W rezultacie podwyższona inflacja mogłaby zostać z nami na dłużej. Zewnętrzne ryzyko szokowe wynika w dużym stopniu z konfrontacji Rosji z Zachodem (wstrzymanie lub ograniczenie dostaw węglowodorów), ale istotne jest również ryzyko dalszego wzrostu stóp procentowych w strefie euro (kłopoty Włoch) czy spowolnienie gospodarcze w Chinach (i jego wpływ na rynek surowców). Kolejne miesiące będą zatem trudne dla inwestorów zarówno instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Spodziewamy się wysokiej zmienności na rynkach. Jednocześnie bardzo niskie wyceny zachęcają do inwestycji na rynkach akcyjnych, zwłaszcza w Polsce. Krajowe spółki, szczególnie z branż cyklicznych, są o wiele tańsze niż porównywalne firmy z Europy czy Stanów Zjednoczonych. fot. mat. prasowe (3), krzysztof kania/mpr