Rok 2011 był niezwykle udany dla branży windykacyjnej. Mimo że wyniki za cały rok spółek zajmujących się obrotem wierzytelnościami nie są jeszcze znane, to już z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że był to rekordowy czas dla branży. Tylko w ciągu trzech kwartałów giełdowe spółki windykacyjne zarobiły na czysto ponad 120 mln zł, podczas gdy w całym 2010 r. zysk netto tych firm wyniósł niecałe 70 mln zł.
Specjaliści są przekonani, że niedawno rozpoczęty rok dla branży może być jeszcze lepszy. Wszystko za sprawą rosnącej podaży złych długów, a także nowych segmentów rynków, które mogą się otworzyć przed windykatorami. Nie brakuje jednak głosów, że prognozowane spowolnienie gospodarcze może zaszkodzić części graczy. Problemem mogą być także ceny, jakie windykatorzy płacą za złe długi.
Podaż coraz większa
W Polsce co roku na sprzedaż jest od 150 do 200 portfeli wierzytelności. Według różnych szacunków w 2011 r. ich łączna wartość nominalna wahała się w granicach 6–7 mld zł. W tym roku mogą to być podobne, a nawet jeszcze większe kwoty. Zdaniem analityków czynnikiem wpływającym na rozmiary rynku jest przede wszystkim dynamika akcji kredytowej. Większa wartość kredytów w gospodarce, nawet przy utrzymującym się poziomie jakości portfela kredytowego, przekłada się na wartość niespłaconych należności.
– Rok 2012 nie powinien być gorszy dla spółek windykacyjnych niż 2011, zwłaszcza po stronie podażowej. Liczymy na zwiększoną podaż portfeli będącą skutkiem trwałej tendencji wzrostu rynku, przede wszystkim w segmencie wierzytelności bankowych, za czym przemawia sytuacja makroekonomiczna i tendencje, które obserwujemy na rynku od kilkunastu miesięcy – mówi Tomasz Łebek, partner w kancelarii prawnej Navi Lex.
Pozytywnie o perspektywach branży wypowiada się także szef Kredyt Inkaso Artur Górnik.