Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie wskaźniki gospodarcze i militarne potwierdzają, że USA wciąż są światowym numerem jeden.
- Dlaczego PKB na głowę największych mocarstw Europy jest porównywalny z biedniejszymi stanami USA.
- Z jakimi głębokimi nierównościami społecznymi i rasowymi mierzy się amerykańskie społeczeństwo.
- Na czym polega nowa doktryna w polityce zagranicznej USA wobec państw takich jak Wenezuela i Iran.
„Imperator zawarł rozejm z Persją, zapowiedział budowę łuku triumfalnego i zorganizował igrzyska z walkami gladiatorów” – ten opis pasowałby zarówno do starożytnego Rzymu , jak i do współczesnych Stanów Zjednoczonych. O ile prezydent USA Donald Trump nie ma władzy takiej jak cesarze rzymscy (ograniczają go Kongres i sądy, tak że sam nie może zdecydować nawet o budowie sali balowej), to jednak prowadzi imperialną politykę, planuje postawić w Waszyngtonie łuk triumfalny, a przed Białym Domem niedawno zorganizowano dla niego wieczór walk UFC.
Walka UFC pod Białym Domem wywołała kontrowersje, ale wpisywała się w styl prezydentury Donalda Trumpa i przyciągnęła uwagę świata ku rocznicy 250-lecia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Fot. Bloomberg
Stany Zjednoczone obchodzą 250-lecie swojej Deklaracji Niepodległości. I choć w ostatnich latach często słyszeliśmy opinie różnej maści „ekspertów” o „zmierzchu amerykańskiej potęgi”, to wciąż pozostają największą potęgą militarną na Ziemi, ogromną i zamożną gospodarką oraz największym rynkiem finansowym świata. To one kształtują ład światowy na swoją modłę i to wpisy w mediach społecznościowych amerykańskiego prezydenta mają moc kształtowania sytuacji na światowych rynkach. Choć Stany Zjednoczone są zamieszkiwane tylko przez 4,3 proc. światowej ludności, to ich gospodarka (szacowana na 32,38 bln USD) odpowiada za ponad 25 proc. globalnego PKB. Według UBS Global Wealth Report, do mieszkańców USA należy aż ok. 35 proc. całkowitego prywatnego majątku na świecie (na który składają się aktywa finansowe oraz nieruchomości minus długi). Stany Zjednoczone to również kraj około 40 proc. światowych milionerów, ponad 30 proc. globalnych miliarderów i jedynego bilionera (Elona Muska). Spółki z USA zajmują osiem miejsc w pierwszej dziesiątce globalnych firm o największej kapitalizacji. Łączna kapitalizacja amerykańskich rynków akcji sięga prawie 73,4 bln USD i jest ponad siedem razy większa od zajmującego drugie miejsce chińskiego rynku akcji.
Oblicza Ameryki
Stany Zjednoczone utrzymują swoją pozycję gospodarczego lidera świata, czemu sprzyja spowolnienie wzrostu PKB w Chinach i problemy państw strefy euro. – PKB Europy zeszło z poziomu około 90 proc. amerykańskiego do około 70 proc. i naszym zdaniem, ta erozja będzie kontynuowana w przyszłości – stwierdził Jamie Dimon, prezes banku JPMorgan Chase.
PKB per capita Stanów Zjednoczonych (liczony według parytetu siły nabywczej) jest natomiast szacowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy na 94,4 tys. USD. USA lekko wyprzedzają pod tym względem Danię, a w Europie zamożniejsze są od nich jedynie: Szwajcaria (105,7 tys. USD), Norwegia (115,6 tys. USD), Luksemburg (156,7 tys. USD), Irlandia (159,1 tys. USD), Liechtenstein (195,4 tys. USD) i Monaco (270,1 tys. USD szacowanych przez CIA w 2024 r.) Nominalny PKB na głowę poszczególnych amerykańskich stanów i dystryktów sięgał w 2025 r. od 55,88 tys. USD (Mississippi – poziom podobny do Polski) do 277,7 tys. USD (Dystrykt Kolumbii). Missouri (74,7 tys. USD) – uznawany za jeden z biedniejszych stanów – miał wówczas ten wskaźnik na poziomie podobnym jak Niemcy, Arkansas (66,7 tys. USD) – inny „biedny” stan – lekko wyprzedzał Francję, natomiast Alabama (65,7 tys.) miała PKB na głowę zbliżony do brytyjskiego. Największe mocarstwa Europy Zachodniej są więc podobnie zamożne jak stany amerykańskiego „głębokiego” Południa…
Krytycy amerykańskiego modelu rozwoju zwracają jednak uwagę na to, że 10,6 proc. mieszkańców USA żyje poniżej granicy ubóstwa. To blisko 36 mln ludzi. Ta granica ubóstwa jest zależna od stanu i od liczby osób w gospodarstwie domowym. Wytyczne federalne mówią, że powinna ona wynosić od 15 960 USD rocznego dochodu na osobę do 38 680 USD na gospodarstwo pięcioosobowe. Wśród Amerykanów zaliczanych do grona ubogich, ponad 40 proc. mieszka we własnej nieruchomości, do 75 proc. posiada co najmniej jeden samochód, a 31 proc. dwa auta. Kryteria ubóstwa w USA są więc dosyć względne. Biedak z USA w wielu krajach byłby „klasą średnią”. Nie oznacza to jednak, że w Ameryce nie ma silnych napięć i resentymentów społecznych.
– Gdy Jeff Bezos może mieć 14 posiadłości na całym świecie, a inni multimilionerzy mogą kupować własne wyspy, około 800 tys. Amerykanów jest bezdomnych, a 20 mln gospodarstw domowych wydaje 50 proc. lub więcej swoich ograniczonych dochodów na mieszkania – grzmi jednak senator Bernie Sanders (posiadający majątek szacowany na 3 mln USD, w tym trzy domy).
Czytaj więcej
Wzrost PKB USA był w pierwszym kwartale dużo szybszy, niż mówił pierwszy jego odczyt. Ulubiony wskaźnik inflacji Fedu stał się natomiast najwyższy...
W amerykańskich statystykach dotyczących dochodów i ubóstwa widać też duże zróżnicowanie pod względem rasowym. Odsetek osób ubogich wśród ludności pochodzenia azjatyckiego wynosi 7,5 proc., dla ludności pochodzenia europejskiego 7,6 proc., dla Latynosów 15 proc., dla Afroamerykanów 18,4 proc., a dla ludności rdzennej 19,4 proc. Według danych Rezerwy Federalnej, białe nielatynoskie gospodarstwa domowe kontrolują obecnie około 84 proc. całego bogactwa narodowego Stanów Zjednoczonych, podczas gdy na gospodarstwa czarnoskóre przypada nieco ponad 4 proc., a na latynoskie niespełna 3,5 proc. Choć Afroamerykanie stanowią tylko 13 proc. populacji USA, to ich odsetek wśród więźniów wynosi 33 proc. (w tym 55 proc. wśród sprawców morderstw). Debata nad przyczynami tych nierówności trwa od dekad, wygląda jednak na to, że są one już mocno widoczne na poziomie edukacji szkolnej. Średni wynik testów SAT (będących podstawą do przyjęcia na studia) wynosi dla Amerykanów pochodzenia azjatyckiego 1229 pkt, dla białych 1077 pkt, dla Latynosów 928 pkt, a dla Czarnych 904 pkt. Między „białą” oraz „azjatycką” Ameryką, a „czarną” i „latynoską” jest więc spory kontrast, który mocno przekłada się też na preferencje wyborcze. Gdyby z USA zniknęła cała czarnoskóra populacja, to PKB per capita wzrósłby o około 5 proc., liczba przestępstw z użyciem broni palnej spadłaby o 60 proc., a Partia Demokratyczna straciłaby nawet 25 proc. wyborców.
Już wiele lat temu przylgnął do USA wizerunek kraju dotkniętego plagą szkolnych strzelanin, narkomanii oraz bezdomności. Wszelkiego rodzaju przestępstwa koncentrują się tam jednak głównie w „złych dzielnicach” niektórych wielkich metropolii. Poza nimi nie jest tak źle. Wielu turystów z Europy, którzy przyjechali do USA na piłkarski mundial było więc bardzo pozytywnie zaskoczonych zarówno poziomem bezpieczeństwa w amerykańskich miastach jak i standardem życia Amerykanów. Internet zaczęły zalewać nagrania pokazujące Europejczyków zaskoczonych szerokim asortymentem w Wal-Martach czy wielkością porcji w restauracjach. Amerykanie zaczęli zaś przypominać, że w czasie upałów w Europie ginie więcej ludzi niż rocznie w strzelaninach w USA.
Czytaj więcej
Jen jest najsłabszy od 40 lat wobec amerykańskiej waluty, która w ostatnich tygodniach znacząco umocniła się też m.in. w relacji do złotego. Inwest...
Centrum potęgi
– Jeśli chcielibyście zainwestować wszystkie swoje pieniądze w jednym kraju, to jest tylko jedna, oczywista odpowiedź. Ktoś powiedział mi, że zabiera złoto z naszych skarbców w USA, bo się wkurzył na Stany Zjednoczone. Odpowiedziałem mu: „No fajnie, tylko są ze trzy armie, które mogą zabrać to złoto z twojego kraju” – wskazywał Jamie Dimon.
Nawet jakby jednak USA całkowicie zlikwidowały swoje siły zbrojne, to i tak byłyby krajem, którego nie da się okupować. W rękach prywatnych znajduje się tam bowiem od 390 mln do 420 mln sztuk broni palnej. Dodatkowo dysponują siłami zbrojnymi, liczącymi łącznie z rezerwą 2,12 mln żołnierzy, lotników i marynarzy oraz ponad 700 tys. pracowników cywilnych. Przyszłoroczny amerykański budżet na obronność ma wynieść rekordowe 1,5 bln USD. Czy jednak te pieniądze są właściwie wydawane i przekładają się na realną siłę militarną?
Cieniem na reputacji USA była m.in. wojna w Afganistanie toczona w latach 2001-2021. Kosztowała ona Amerykanów 2,3 bln USD i 2420 zabitych, a skończyła się oddaniem Afganistanu talibom. Chaotyczny odwrót sił amerykańskich z Kabulu był jednym z czynników, który przekonał Rosję o „geopolitycznej słabości USA” i zachęcił ją do inwazji na Ukrainę. Rosja utknęła w wyniku tego w swojej kosztownej wojnie, a USA pomogły Ukrainie ją powstrzymać bezpośrednim wsparciem sprzętowym wartym mniej niż 70 mld USD. Za drugiej kadencji Trumpa, amerykańskie siły pokazały swoją ogromną przewagę w styczniu 2026 r. w Wenezueli, porywając socjalistycznego prezydenta Nicolása Maduro z jego pałacu. Rosyjski i chiński sprzęt wojskowy okazał się nieskuteczny przeciw amerykańskiej technologii. Wenezuelskie władze praktycznie skapitulowały przed USA, rozpoczynając otwarcie kraju na amerykańskie inwestycje naftowe.
Dużo większe kontrowersje wywołało uderzenie USA oraz Izraela na Iran. Choć już pierwszego dnia wyeliminowało ono szereg irańskich oficjeli, na czele z najwyższym przywódcą, a w kolejnych tygodniach praktycznie bezkarnie uderzono w tysiące celów wewnątrz Iranu, to Amerykanie nie zdołali jednak zmusić Iranu do kapitulacji, zniszczyć jego potencjału rakietowego, ani nie zdecydowali się na siłowe otwarcie Cieśniny Ormuz. Wręcz dali Iranowi zwycięstwo, decydując się na negocjacje z frakcją w jego władzach skupioną wokół przewodniczącego parlamentu Mohammada Baghera Ghalibafa. Z wypowiedzi prezydenta Trumpa wynika jednak, że zawarcie nowego porozumienia z Iranem – włączającego go w zachodni system gospodarczy mogło być od początku głównym celem administracji. Podobnie jak w Wenezueli wolała się ona porozumieć z frakcją w reżimie, niż z opozycją. Pomysł stworzenia wartego 300 mld USD warunkowego funduszu inwestującego w odbudowę Iranu byłby w takim scenariuszu pomysłem na uzyskanie kontroli nad gospodarką irańską. Owe 300 mld USD ma pochodzić głównie od sektora prywatnego i ma być dla Iranu „nagrodą” za dokonanie zwrotu geopolitycznego w stylu Wenezueli. W podobny sposób Trump wcześniej próbował przeciągnąć Rosję na swoją stronę – też wykorzystując pośrednictwo biznesmena Steve’a Witkoffa i również mocno aktywnego biznesowo swojego zięcia Jareda Kushnera. Dopiero się przekonamy, czy z Iranem się uda...
Wall Street mocno zależna od boomu na sztuczną inteligencję
- W 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych amerykański rynek akcji znajduje się w wyjątkowym punkcie zwrotnym: jest bardziej dominujący globalnie, silniej skoncentrowany wokół największych spółek technologicznych i bardziej niż kiedykolwiek wystawiony zarówno na obietnice, jak i ryzyka związane ze sztuczną inteligencją - zauważa John Hardy, główny strateg makroekonomiczny Saxo Banku. Amerykański rynek akcji przeżywał w obecnym stulecie okresy wieloletniej hossy, przerywanej krótkimi wstrząsami takimi jak globalny kryzys finansowy i pandemia Covid-19. Nowojorski indeks giełdowy S&P 500 zyskał od dołka z 2009 r. już ponad 1000 proc. - bez uwzględniania dywidend oraz inflacji. Ostatnim razem ustanowił on rekord na początku czerwca. Po raz pierwszy w historii przekroczył on wówczas poziom 7600 pkt. Od początku roku zyskał on około 10 proc. - W połowie 2026 roku, w 250. rocznicę powstania kraju, inwestorzy amerykańscy i globalni są rozdwojeni między chęcią udziału w spekulacyjnej gorączce a pytaniem, czy gigantyczny boom inwestycyjny związany z AI nie zaszedł już zbyt daleko.Większość wzrostów w ostatniej fazie tej wielkiej hossy, od początku 2025 roku, koncentrowała się w spółkach typu „kilofy i łopaty” związanych z rozbudową AI – od półprzewodników i sprzętu do obliczeń w centrach danych, przez wykonawstwo i kompetencje budowlane, po urządzenia energetyczne dostarczające prąd dla centrów danych. Tylko w pierwszej połowie 2026 roku ponad połowa spółek z 30-elementowego indeksu Philadelphia Semiconductor Index (SOX) wzrosła o ponad 100 proc. od początku roku – twierdzi Hardy. HK
Przemysł wraca, dzięki taniej energii oraz rewolucji AI
PKB Stanów Zjednoczonych wzrósł w pierwszym kwartale 2026 r. o 2,6 proc., do czego mocno przyczynił się boom związany z budową infrastruktury dla sztucznej inteligencji. O ile AI przyczynia się do spadku popytu na pracę m.in. wśród informatyków czy w firmowych działach HR, to budowa infrastruktury dla sztucznej inteligencji tworzy nowe miejsca pracy zarówno w budownictwie, energetyce i w usługach. Nancy Lazar, główna ekonomistka firmy Piper Sandler, opublikowała raport wskazujący, jak zmieniał się amerykański rynek pracy po tym, jak Chiny dołączyły do WTO w 2001 roku. Skutkiem wejścia Chin do tej organizacji było długoterminowe „wydrążenie” amerykańskiej bazy przemysłowej, charakteryzujące się ostrym spadkiem lepiej płatnych etatów w sektorze produkcji dóbr, przy jednoczesnym gwałtownym wzroście gorszej jakości miejsc pracy w sektorze rekreacji i hotelarstwa. Zatrudnienie w edukacji i służbie zdrowia również rosło. Około 2010 roku pojawiły się dobre wiadomości – miejsca pracy w sektorze produkcji dóbr zaczęły odrabiać straty. Lazar sugeruje, że trend ten teraz przyspieszy, ponieważ budowa centrów danych, sieci energetycznych i infrastruktury AI generuje nową falę popytu na pracowników przemysłowych. Reindustrializacja USA jest mocno związana z wydobyciem ropy i gazu ziemnego ze złóż łupkowych. Dzięki temu USA mocno zwiększyły swoje bezpieczeństwo energetyczne i zapewniły przemysłowi stosunkowo tanią energię. Obecnie administracja Trumpa stawia również na rozbudowę przemysłu nuklearnego, w tym na reaktory typu SMR. Mogą one też zasilać centra obróbki danych. HK