Donald Trump jednak nie mógł narzucić wojny celnej całemu światu bez zgody Kongresu, orzekł w piątek Sąd Najwyższy. Przeciwko Trumpowi głosowali nawet jego nominacji. To koniec historii, Sąd Najwyższy nie orzekł, czy Stany Zjednoczone mają teraz oddawać te pobrane cła - i komu. To rozstrzygnie kolejny sąd. Trump zapowiedział zaś nowe 15-proc. cła. Czy możemy dzisiaj oszacować, co się wydarzyło w Stanach Zjednoczonych? Jak pan ocenia ten piątkowy wyrok Sądu Najwyższego?
Ten wyrok przynosi wielki bałagan, za który oczywiście odpowiada prezydent Donald Trump, nie Sąd Najwyższy. Konstytucja Stanów Zjednoczonych mówi wyraźnie, że o cłach decyduje Kongres. Prezydent natomiast wykorzystał jedną z ustaw, które w nadzwyczajnych sytuacjach pozwalają prezydentowi sięgnąć po różnego typu nadzwyczajne środki. I dlatego Sąd Najwyższy orzekł, że prezydent nie miał prawa użyć dowolnie ceł. A prezydent Trump próbował używać ceł w sposób ręczny, nie jako narzędzia polityki handlowej, tylko narzędzia zwykłej polityki. A na to żadna ustawa nie pozwala, bo cła służą handlowi, co najwyżej w konkretnych sytuacjach gospodarczych można narzucić ograniczenia. Którymi, jak przypomniał sąd, nie mogą być cła. Prezydent ma prawo zakazać importu z jakiegoś kraju, trzeba do tego wykazać uzasadnienie gospodarcze, ale nie ma prawa obudzić się rano i uznać, że jednemu krajowi podwyższa cła do 15 proc., innemu z 20 do 50 proc., bo cła są prerogatywą Kongresu. Trump jednak w odpowiedzi zarządził, że podniesie cła całemu światu, finalnie o 15 proc., ale może je narzucić tylko na 150 dni i muszą być zatwierdzone przez Kongres. A Donald Trump w tej chwili właściwie już zaczyna tracić kontrolę nad Kongresem, mimo że jeszcze nie ma wyborów. Po wyborach midterms niemal na pewno Republikanie stracą większość w Kongresie. To oznacza, że może być mu już bardzo trudno utrzymać te decyzje. Natomiast chaos jest bardzo trudny do prowadzenia interesów, niektórzy mówią, że lepsza jest już zła sytuacja, ale znana niż lepsza, ale nieznana.
Czy sytuacja UE bardzo się zmieni? Czy zamienimy tylko „stare” 15 proc. cła na nowe?
Unia długo negocjowała swój „deal”, i gdy w końcu wywalczyła te 15 proc., z wyjątkami, to prezydent Trump narzucił równe cła 15 proc. na wszystko, całemu światu. Dlatego z punktu widzenia europejskiego to nawet pogorszenie, bo przestają działać pewne zwolnienia uzgodnione w umowie. Najważniejsze jest, że nie wiadomo, co będzie dalej. Po prostu prezydent Trump i jego ludzie zawarli umowę, a za 150 dni być może się okaże, że ta umowa jest nieważna, bo Kongres nie zatwierdzi tych 15-proc. stawek i cła będą musiały zejść do poziomu sprzed decyzji Trumpa, czyli ok. 4 proc. Wtedy powstaje pytanie, co mają robić firmy, które mają podjąć decyzję, czy inwestować w Stanach, czy jednak w Europie, w sytuacji, kiedy nie wiadomo, co będzie z amerykańskimi cłami za pięć miesięcy.
Sędziowie orzekli w piątek, że proces legislacyjny może być długi i żmudny, ale zabezpiecza przed impulsywnością jednego człowieka. Wyrok nie zakończył jednak niepewności, SN nie orzekł, czy USA mają wypłacić odszkodowania, odesłał to do sądu ds. handlu. Agencja Reuters szacuje natomiast, że pobrane nienależne cła sięgają 175 mld dolarów. Przed Stanami jeszcze jest decyzja Kongresu co do nowych ceł, w listopadzie wybory midterms, które mogą zmienić układ sił w Kongresie. Jak gospodarka i rynki finansowe mogą zareagować na tak wysoką niepewność polityczną?
Wszyscy wiedzą, że przecież gospodarka przede wszystkim nienawidzi niepewności. Oczywiście są tacy, którzy żerują na niepewności, mogą grać na spadki, zawierając różne kontrakty terminowe. Natomiast generalnie normalnemu, dobremu rozwojowi gospodarczemu, finansowemu, niepewność bardzo szkodzi. Firmy europejskie czy japońskie, które już prawie podjęły decyzję, że zainwestują w Stanach, że przeniosą tam część produkcji, w tej chwili stają przed pytaniem o to, jaki to ma sens, jeśli w lipcu się okaże, że Stany Zjednoczone wracają do 4 proc.
Finanse amerykańskie to jest dziś zabawna historia: prezydent Trump ogłaszał swoim zwolennikom, że dochody z ceł będą wielkie i zapłaci je zagranica, co już jest bzdurą, bo jak wiadomo - płaci konsument, który kupuje w kraju. I dzięki tym wpływom Trump zapowiadał, że można będzie zrezygnować w ogóle z podatku dochodowego. Pomijam fakt, że Trump szacował wpływy na 600 mld dol., co wobec 2,5 bln dochodów z podatku dochodowego stanowi zaledwie jedną czwartą. Kongres zaś pokazuje dane, że dochody z ceł to wynoszą zaledwie 200 mld dol. Natomiast prawdopodobnie prezydent Trump będzie miał z tego świetne narzędzie dla propagandy, ponieważ obiecywał i zdążył ogłosić w Davos cud gospodarczy, że PKB rośnie w tempie 4 proc., a nie 3 proc., jak za Bidena... tyle że o 4 proc. PKB urósł przez jeden kwartał, a w następnym kwartale spadł do 1 proc. Spadło tempo wzrostu, gospodarka rozwija się wolniej, a bezrobocie i inflacja są wyższe niż za Bidena. . W związku z tym prezydent Trump może mówić, że miałby świetne wyniki, tylko sędziowie nie są patriotami.