Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie pytania budzi decyzja amerykańskiego Sądu Najwyższego dotycząca podwyżek ceł wdrożonych przez prezydenta Trumpa?
- W jaki sposób administracja prezydenta Trumpa radzi sobie z ograniczeniami nakładania ceł po orzeczeniu Sądu Najwyższego?
- Jakie są potencjalne skutki ekonomiczne wprowadzenia tymczasowej globalnej stawki celnej przez USA?
- W jaki sposób zmiany w polityce celnej USA mogą wpłynąć na międzynarodowe umowy handlowe?
- Jak różne kraje i regiony mogą zyskać lub stracić na amerykańskich zmianach celnych?
- Jakie są przewidywalne kierunki amerykańskiej polityki celnej w kontekście nadchodzących wyborów i presji wewnętrznych?
Sąd Najwyższy USA po raz kolejny udowodnił, że amerykański prezydent nie jest wszechwładny. (Narracje o tym, że Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa zmierzają ku „autorytarnej dyktaturze” powinny więc trafić do kosza na śmieci.) Prezydent wykazał natomiast, że można za pomocą kruczków prawnych obchodzić niewygodne decyzje władzy sądowniczej. Niby to nic nowego w amerykańskim ustroju, ale chaos po raz kolejny wdarł się do amerykańskiej polityki handlowej. W zeszły piątek Sąd Najwyższy podważył legalność podwyżek ceł wdrożonych przez prezydenta Trumpa na mocy Ustawy o Międzynarodowych Ekonomicznych Stanach Nadzwyczajnych (IEEPA), czyli tzw. cła wzajemne i cła „fentanylowe”. Trump odpowiedział na to wprowadzeniem 10-proc. stawki ceł na „wszystkie kraje”, którą następnego dnia podniósł do 15 proc. (We wtorek weszła w życie stawka 10-procentowa, gdyż dokumenty wykonawcze dotyczące stawki 15-procentowej nie zostały przygotowane.) Wprowadził nową, globalną stawkę na 150 dni, na podstawie interpretacji przepisów pozwalających mu na takie działania w sytuacjach nadzwyczajnych. Teraz ową sytuacją nadzwyczajną ma być wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących. Wiadomo, że to tylko pretekst, a Biały Dom szuka trwalszego rozwiązania. W międzyczasie Jamieson Greer, przedstawiciel handlowy USA sprecyzował, że nowa stawka jednak nie będzie obejmowała „wszystkich” krajów, bo Stany Zjednoczone chcą się trzymać dotychczas wynegocjowanych umów handlowych. W praktyce znów jednak nikt nie jest pewny, jakie będą amerykańskie stawki celne za kilka miesięcy. Wiele firm na to narzeka, ale rynki jak na razie nie wyglądają na wystraszone. Inwestorzy sądzą, że ta sprawa „znów jakoś się ułoży”, a gospodarki USA i świata pozostaną odporne na wstrząsy handlowe.
Czytaj więcej
Zamieszanie związane z amerykańskimi cłami jak na razie miało tylko ograniczony wpływ na rynki....
Kto zyska, a kto straci na zmianach?
Zarówno prezydent Trump, jak i sekretarz handlu Howard Lutnick przekonywali, że podwyżki ceł przyczynią się do relokacji globalnych łańcuchów dostaw, przeniesienia produkcji do USA i wzrostu przychodów do budżetu. Trump kreślił nawet scenariusz, w którym wpływy z ceł zastąpiłby podatek dochodowy od osób fizycznych. Cła rzeczywiście przez ostatni rok wnosiły coraz więcej do budżetu federalnego. W styczniu zebrano z nich rekordowe 30,4 mld USD, czyli o 275 proc. więcej niż w takim samym okresie zeszłego roku. Od początku roku fiskalnego przychody z ceł wyniosły 124 mld USD i były o 300 proc. większe niż w takim samym okresie poprzedniego roku obrachunkowego. W roku fiskalnym zakończonym we wrześniu 2025 r. sięgnęły natomiast 215,2 mld USD. (Za rządów administracji Joe Bidena miesięczne przychody z ceł wahały się od 7,2 mld USD do 10,5 mld USD.) To wciąż za mało, by zastąpić podatek dochodowy od osób fizycznych, który w zeszłym roku fiskalnym przyniósł do budżetu 2,66 bln USD. Zwiększone przychody z ceł były natomiast wystarczająco duże, by myśleć o mini-pakiecie stymulacyjnym. Trump i sekretarz skarbu Scott Bessentt zapowiadali, że do Amerykanów może trafić „dywidenda” z ceł, w formie czeków stymulacyjnych. Czeki te, zapewne warte po 2 tys. USD na osobę, byłyby miłym prezentem dla narodu przed jesiennymi wyborami „połówkowymi” do Kongresu. Decyzja Sądu Najwyższego poważnie zagroziła jednak temu pomysłowi. Pojawiła się za to groźba, że rząd będzie musiał zapłacić importerom roszczenia sięgające 175 mld USD.