Stratedzy z Wall Street zaczynali rok z dość ostrożnymi prognozami. Większość z nich spodziewała się, że 2024 r. przyniesie dodatnią stopę zwrotu indeksu S&P 500, ale nie oczekiwała dużych zwyżek. S&P 500 zyskał już jednak od początku stycznia ponad 11 proc. i ustanowił długą serię rekordów. To wymusiło na ekspertach podwyżki prognoz. Od początku roku dokonało ich co najmniej 11 zespołów analitycznych z dużych firm z Wall Street. W ostatnich dniach zrobiły to m.in. Deutsche Bank i BMO.

Przesuwający się cel

Jeszcze dwa miesiące temu mediana zebranych przez portal Marketwatch prognoz strategów dla S&P 500 sugerowała, że indeks skończy rok na poziomie 5200 pkt. Ten poziom zdołał on przekroczyć już jednak w marcu, a w zeszłym tygodniu przebił się przez 5300 pkt. Obecnie mediana prognoz sugeruje, że S&P 500 dojdzie na koniec roku do 5400 pkt. Największymi optymistami na rynku stali się analitycy BMO Capital Markets, którzy podnieśli projekcję do 5600 pkt. Jeszcze w marcu spodziewali się, że indeks dojdzie na koniec roku do 5100 pkt. Wśród optymistów są też stratedzy Wells Fargo Investment Institute, którzy spodziewają się na koniec roku S&P 500 na poziomie 5535 pkt, a w marcu prognozowali tylko 4625 pkt. Eksperci Deutsche Banku podnieśli w tym czasie swoją projekcję z 5100 pkt do 5500 pkt, co zrównało ich z poprzednimi „liderami optymizmu”, czyli analitykami Societe Generale i Oppenheimera, utrzymującymi od miesięcy prognozę 5500 pkt na koniec roku.

Foto: fot. w. kompała

W obliczu rozpędzonej hossy skapitulował Mike Wilson, strateg Morgan Stanley, jeden z nielicznych „niedźwiedzi” wśród strategów z Wall Street. O ile dotychczas spodziewał się, że S&P 500 zakończy 2024 r. na poziomie 4500 pkt, o tyle teraz prognozuje, że w ciągu 12 miesięcy indeks dojdzie do 5400 pkt. Zaznacza, że to jest główny scenariusz jego zespołu analitycznego. Ma on jeszcze scenariusz „niedźwiedzi”, przewidujący recesję, oraz „byczy”, który zakłada, że S&P 500 może wzrosnąć o około 20 proc. w ciągu roku. „Nasz byczy scenariusz odzwierciedla silniejszy wzrost zysków na akcję (o 11–15 proc.), napędzany ciągłym wsparciem fiskalnym oraz czynnikami cyklicznymi i strukturalnymi dającymi o sobie znać do 2026 r.” – napisał Wilson.

Największym pesymistą na Wall Street pozostaje Dubravko Lakos-Bujas, strateg JP Morgan Chase. W listopadzie opublikował prognozę zakładającą, że S&P 500 zakończy 2024 r. na poziomie 4200 pkt i jak dotąd jej nie zmienił. Gdyby się spełniła, oznaczałoby to, że S&P 500 wraca do poziomu z początku listopada 2023 r. Tymczasem Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, stwierdził, że akcje jego banku stały się już „zbyt drogie”. Przez ostatnie 12 miesięcy zyskały ponad 40 proc. – Nie będziemy skupować dużych ilości akcji własnych po takich cenach – powiedział Dimon podczas spotkania z akcjonariuszami.

Ostrożne podejście

– Co prawda część strategów podnosi prognozy dla S&P 500 wraz z jego wzrostem, ale Wall Street wciąż postrzega perspektywy dla rynku w sposób dość konserwatywny, zwłaszcza że niepewne są prognozy obniżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną – twierdzi Andrew Greenebaum, dyrektor ds. analiz rynku akcji i zarządzania produktami w Jefferies.

Nie da się ukryć, że część analityków jest nadal bardzo ostrożnych przy tworzeniu prognoz dla amerykańskiego rynku akcji. Mediana prognoz zebranych przez MarketWatch sugeruje, że S&P 500 wzrośnie do końca roku o mniej niż 100 pkt.

Tymczasem liczony przez CNN indeks Chciwości i Strachu (Fear & Greed Index) wskazywał we wtorek po południu na 65 pkt, co oznaczało, że na amerykańskim rynku akcji dominuje „chciwość”. Nie jest to jednak jeszcze „ekstremalna chciwość”, sugerująca, że na rynku może dojść do korekty. Od wejścia w obszar „ekstremalnej chciwości” indeks dzieli 10 pkt. Jeszcze miesiąc temu był on na poziomie 30 pkt, co wskazywało, że na rynku panuje „strach”, a rok temu wskazywał „chciwość” również na poziomie 65 pkt.