Jak wynikało z niedawnego raportu ośrodka BloombergNEF, nawet w scenariuszu całkowitego wstrzymania dostaw gazu z Rosji już w październiku krajom UE powinno się udać zrównoważyć rynek gazu w czasie sezonu grzewczego. Fakt, że nawet prognozy wybiegające na najbliższe miesiące są wyjątkowo niepewne, sprawia, że mało kto podejmuje się prognozować, co stanie się z rynkiem gazu w kolejnych latach.

„Rosyjski gaz może nie wrócić już nigdy”

Postawienie takiej prognozy zaryzykował jednak Cederic Cremers, menedżer Shella odpowiadający za rynek LNG, według którego rosyjskie dostawy do Europy nie wrócą nawet po zakończeniu wojny z Ukrainą. Jak tłumaczy, w krajach UE powstała już infrastruktura umożliwiająca import gazu z innych źródeł.

- Prawdopodobnie należałoby założyć, że rosyjski gaz już nie wróci – powiedział Cremers w Londynie na konferencji Energy Intelligence Forum.

Czytaj więcej

Biden jest zły na OPEC+

Inaczej przyszłość widzi jednak Dan Brouillette, prezes amerykańskiej firmy LNG Sempra Infrastructure, która zajmuje się projektami z zakresu infrastruktury energetycznej. Jego zdaniem jeśli wojna zakończy się zawarciem pokoju, a w Rosji dojdzie do zmiany przywództwa, do Europy wróci przynajmniej niewielka część rosyjskich dostaw gazu. Jak dodawał, przy rosnącym popycie europejskim na gaz pozwoliłoby to na zachowanie dywersyfikacji kierunków importu.

Cremers z Shella ostrzegał tymczasem, że zimą 2023-2024 kryzys energetyczny w Europie może być nawet bardziej dotkliwy niż najbliższej zimy. Jak tłumaczył, w tym roku na europejski rynek napływało jeszcze dużo rosyjskiego gazu, a w 2023 r. dostawy prawdopodobnie spadną do zera. Menedżer sceptycznie odniósł się też do pomysłów nałożenia na rosyjski gaz ograniczenia cen.

- Przy ingerowaniu w ceny należy zachować daleko posuniętą ostrożność – oceniał Cremers.