Era taniego pieniądza kończy się także w strefie euro. A przynajmniej tego spodziewa się rynek długu. O ile jeszcze na początku roku rentowność włoskich obligacji dziesięcioletnich była poniżej 1,2 proc., o tyle w zeszłym tygodniu sięgnęła 1,9 proc. i była najwyższa od wiosny 2020 r. To wciąż bezpieczny poziom, ale jej skok był podobnie szybki jak w trakcie covidowej paniki na globalnych rynkach. Tym razem powodem wyprzedaży obligacji Włoch oraz innych państw strefy euro nie był tajemniczy wirus, ale oczekiwania co do polityki pieniężnej Europejskiego Banku Centralnego. Christine Lagarde, szefowa EBC, na konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu Rady Prezesów, starała się nie powiedzieć zbyt dużo. A mimo to rynki dostrzegły w jej wypowiedziach jastrzębie akcenty. Już samo to, że kategorycznie nie wykluczyła podwyżki stóp procentowych w tym roku, uznano za zapowiedź zaostrzania polityki pieniężnej. Lagarde cały czas podkreślała, że polityka pieniężna będzie zależna od tego, jak będą się rozwijały scenariusze ekonomiczne. Rynek jednak wierzy tylko i wyłącznie w scenariusz, w którym inflacja wymusi na EBC podwyżki stóp – na początek stopy depozytowej (wynoszącej obecnie minus 0,5 proc.). Notowania kontraktów terminowych sugerują, że do pierwszej podwyżki może dojść już nawet w czerwcu.