W 2026 r.  indeksy warszawskiej giełdy kontynuują wspinaczkę, osiągając nowe szczyty hossy mimo geopolitycznych zawirowań na świecie. Mimo sprzyjającej koniunktury na krajowym rynku akcji nie brakuje spółek, których akcje wypadły z łask.

Foto: Parkiet

Outsiderzy z WIG20

W indeksie  WIG20 największym rozczarowaniem jest od dłuższego czasu postawa Modivo, któremu nie pomogła nawet zmiana nazwy (z CCC). Od szczytu z kwietnia ub. r. akcje odzieżowo-obuwniczej spółki zniżkowały o blisko 70 proc., wyznaczając w ostatnich dniach nowe kilkuletnie dołki notowań. Zwrot w notowaniach to efekt narastających wątpliwości inwestorów, które pojawiły się wraz z kolejnymi raportami finansowymi. Zapowiadane przez zarząd wyniki na 2025 r. okazały się zbyt optymistyczne, co podkopało zaufanie do spółki. Do tego początek 2026 r. nie zapowiada się zbyt udanie. – Momentum jest słabe – wyników za ub. rok jeszcze nie ma (są tylko wstępne), a w I kwartale br. pogoda nie dopisywała, co widać na sprzedaży choćby LPP, a obuwie jest jeszcze bardziej wrażliwe na zjawiska atmosferyczne. Dodatkowo w I kwartale ub. roku wyniki spółki były mocno wspierane przez dodatnie różnice kursowe (w pozostałych przychodach operacyjnych) i hurt/franszyzę. W tym roku raczej spodziewałabym się ujemnych różnic kursowych i kosztów rozwoju Wordboxa – wskazuje Sylwia Jaśkiewicz, analityk DM BOŚ. – W momencie szybkiego rozwoju biznesu i zmian w strukturze sprzedaży wyniki krótkookresowe mogą nie być spójne z fundamentami i strategią. Ponadto, na kursach innych spółek, choćby Zalando, też widać istotną presję, co przekłada się na sektor. Moim zdaniem warto obserwować, co się dzieje w HalfPrice – relatywnie nowym koncepcie, który jednak powinien mocno zyskiwać w ramach Grupy – dodaje.    

Czytaj więcej

Hossa nie powiedziała ostatniego słowa. Prawie 50 firm z potencjałem

Dino to z kolei spółka, która załapała się na pierwszą falę hossy na GPW, ale zapał inwestorów do zakupów akcji właściciela sieci supermarketów wyczerpał się już w połowie 2025 r. W tym roku przecena pogłębiła się. I jak na razie jej końca nie widać. Spółka coraz częściej rozczarowywała  rynek wynikami i pojawiły się obawy o utrzymanie dotychczasowego tempa wzrostu i rentowności. – W mojej opinii Dino znajduje się obecnie pod presją rynku głównie dlatego, że inwestorzy zaczęli obawiać się i wyceniać wyraźne spowolnienie dynamiki wyników. Spółka przez lata była wyceniana jako jeden z najszybciej rosnących detalistów w Europie, z wysoką premią do spółek porównywalnych, dlatego słabsze od oczekiwań wyniki kwartalne czy niższa od normy sprzedaż porównywalna (LFL) wywoływały mocną reakcję kursu – wyjaśnia Dariusz Dadej, analityk Noble Securities. Jego zdaniem rynek przestał patrzeć na Dino jak na „spółkę bez problemów”, a zaczął wyceniać ją bardziej jak dojrzałego detalistę działającego w trudnym otoczeniu (Polska jest najmocniej nasycona sklepami w Europie). Nie bez wpływu są również konflikt z pracownikami w spółce i związane z tym ryzyko protestów. Do tego dochodzi coraz większa presja na marże wynikająca z agresywnej wojny cenowej w handlu spożywczym. – Wydaje się, że rynek obawia się również, że Dino wchodzi w bardziej dojrzałą fazę rozwoju. Sieć nadal dynamicznie otwiera nowe sklepy, ale coraz trudniej będzie utrzymywać historyczne tempo poprawy wyników. Baza sklepów jest już bardzo duża, konkurencja coraz mocniej walczy o mniejsze miejscowości, a łatwiejsze lokalizacje pod ekspansję stopniowo się kończą. W efekcie inwestorzy zakładają, że kolejne lata mogą przynieść wolniejszy wzrost i niższą rentowność niż wcześniej – wskazuje. Jednocześnie zauważa, że Dino nadal szybko rozwija sieć, generuje mocne przepływy pieniężne i pozostaje jedną z najbardziej rentownych spółek handlowych w regionie. – Problem polega raczej na tym, że wcześniejsza wycena giełdowa zakładała „idealny” scenariusz dalszego bardzo szybkiego wzrostu. Gdy pojawiły się sygnały słabszej sprzedaży, presji kosztowej i ryzyka spadku marż, rynek zaczął gwałtownie obniżać premię za wzrost, co przełożyło się na długotrwałą korektę kursu. W efekcie z wysokiej dwucyfrowej premii dziś mamy lekkie dyskonto – wyjaśnia.

Czytaj więcej

Umiarkowany optymizm ekspertów i niepokojący sygnał

Rynek stracił zaufanie

Wśród spółek, które wypadły z łask, solidną przecenę w tym roku mają za sobą akcje Mirbudu. Tylko od początku stycznia kursy akcji budowlanej grupy stopniały niemal o jedną trzecią, ale czarne chmury nad spółką zaczęły zbierać się już w 2025 r. – Jeszcze jesienią ubiegłego roku rynek bardzo optymistycznie podchodził do możliwości szybkiej budowy portfela spółki na rynku kolejowym. Ten scenariusz się nie zrealizował m.in. z powodu skutecznych odwołań konkurencji. To mogło rozczarować część inwestorów. Dodatkowo, w sytuacji, gdy scenariusz szybkiego skalowania działalności w budownictwie kolejowym się nie zmaterializował, rynek zaczął też większą uwagę przykładać do struktury bieżącego portfela i bilansu spółki. W portfelu spółki jest w naszej opinii nadal sporo kontraktów, gdzie oferty były składane relatywnie nisko w porównaniu do konkurencji. Duża grupa to także kontrakty, które wchodzą do realizacji później niż oczekiwano przez przewlekłe procesy administracyjne. Spółka ma także relatywnie wysoki kapitał obrotowy netto. Na te wszystkie czynniki nakłada się jeszcze zmiana otoczenia kosztowego w budowlance po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie – wylicza Krzysztof Pado, analityk DM BDM. Jego zdaniem część z tych czynników, jak np. wyższy poziom kosztów, nadal może stanowić wyzwanie dla spółki. – Oceniam, że odwróceniu trendu spadkowego na kursie mogłyby pomóc m.in. dwie sprawy. Jedna z nich to zmiana sytuacji na przetargach kolejowych – spółka stara się drogą sądową podważyć wyroki KIO (m.in. na dużym przetargu na Rail Baltica rozstrzygnięcie spodziewane jest w czerwcu). Drugą byłoby pokazanie rynkowi, że spółka generuje gotówkę. Ostatnie dwa lata to duży przyrost aktywów z tytułu rozliczenia kontraktów, gdzie spółka ma ujęte m.in. dość spore roszczenia względem zleceniodawców czy niezafakturowane prace wykonane w kontraktach z tzw. Polskiego Ładu. Zamiana tych pozycji na gotówkę wsparłaby cash flow operacyjny, który przez ostatnie dwa lata był ujemny – wyjaśnia.

Powody do optymizmu mają posiadacze akcji innej budowlanej spółki Mostostalu Warszawa. Od początku 2026 r. wartość jej akcji stopniała już o połowę. Co ciekawe, jeszcze w 2025 r. cieszyły się sporym zainteresowaniem, przynosząc ich posiadaczom ponad 50-proc. stopę zwrotu. Dobra passa skończyła się na początku tego roku, gdy do inwestorów zaczęły docierać wieści o pogorszeniu sytuacji finansowej. Spółka zamknęła 2025 r. spadkiem przychodów rok do roku i stratą netto ponad 100 mln zł. Na początku kwietnia firma odstąpiła od kontraktu na budowę podkarpackiego odcinka drogi ekspresowej S19 o wartości ponad 1 mld zł, uzasadniając to drastycznym wzrostem cen i kosztów, których nie zrekompensował mechanizm waloryzacji. Dodatkowo toczy spór z GDDKiA. Do tego okazało się, że spółka pilnie potrzebuje dokapitalizowania w wysokości ok. 0,5 mld zł, by móc dalej funkcjonować. Sposobem na wyjście z kryzysu ma być ratunkowa emisja akcji. Scenariusz ten nie jest jednak przesądzony, ponieważ wymaga zgody akcjonariuszy. Decyzja ma zapaść na walnym zwołanym na 26 maja.  Najbliższe tygodnie mogą być więc bardzo nerwowe dla spółki i posiadaczy jej akcji.  

Fatalną passę kontynuują w tym roku notowania Arctic Paper. W  poprzednim roku jego akcje zostały przecenione o połowę. W tym roku pogłębiły spadek o kolejne 25 proc., osiągając najniższą wycenę od prawie pięciu lat. Papierniczo-celulozowa grupa od dłuższego czasu zawodzi wynikami, które są pod presją trudnego otoczenia rynkowego. Niestety perspektywy na 2026 r. nie dają powodów do optymizmu w związku z niepewnością wywołaną konfliktem na Bliskim Wschodzie oraz brakiem widoków  na szybki powrót ożywienia popytu. – Pomimo spadku cen drewna do produkcji celulozy w Szwecji oraz wdrażanych podwyżek cen papieru od kwietnia i czerwca, nie oczekujemy istotnej poprawy rentowności w najbliższym czasie ze względu na utrzymującą się presję kosztów oraz brak widocznej poprawy otoczenia rynkowego. Na ten moment widzimy ryzyko w dół dla naszych prognoz na 2026 r. – zauważa Alicja Marcinkiewicz, analityk BM PKO BP.