Na tle wcześniejszych rządowych programów osłonowych CPN nie jest najhojniejszy. Dla porównania, tarcze antyinflacyjne w latach 2022–2023 (obejmujące m.in. obniżki VAT na żywność i paliwa) kosztowały ok. 30–40 mld zł rocznie. Zamrożenie cen energii dla gospodarstw domowych to wydatek rzędu 20–30 mld zł rocznie, a łącznie w latach 2023–2025 budżet państwa przeznaczył na ten cel ponad 83 mld zł. Jeszcze większą skalę miały działania w czasie pandemii COVID-19 – programy pomocowe dla firm i pracowników sięgnęły nawet 200–300 mld zł.
– Owszem, obecnie wdrażane działania rządu nie są tak szerokie i kosztowne jak w przypadku tarcz antyinflacyjnych – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Ale to dobrze, bo skala obecnego szoku jest mniejsza – zaznacza. Przypomnijmy, że po wybuchu wojny w Ukrainie i kryzysie energetycznym inflacja w Polsce sięgnęła nawet 18 proc. w szczytowym momencie. Obecnie prognozy mówią o 3–4 proc., a w bardziej pesymistycznym scenariuszu o 5–6 proc. – sytuacje są więc nieporównywalne.
Czy budżet udźwignie CPN?
Również w odniesieniu do wielkości budżetu państwa koszty programu CPN wydają się umiarkowane. – Nie są to małe pieniądze, ale nie jest to kwota, której nie dałoby się udźwignąć – ocenia Karol Pogorzelski. – Warto dodać, że w samym grudniu 2025 r. Ministerstwo Finansów znalazło w wydatkach państwa oszczędności na kwotę 50 mld zł. Można więc oczekiwać, że choć dochody podatkowe mogą być niższe od wcześniejszych założeń, nie musi to oznaczać utraty kontroli nad deficytem – ocenia ekonomista. Warto przypomnieć, że budżet państwa na 2026 r. zakłada dochody na poziomie ok. 647 mld zł, wydatki sięgające niemal 919 mld zł oraz limit deficytu w wysokości do 272 mld zł. Minister finansów Andrzej Domański nie mówił dotychczas o konieczności nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej. Zdaniem ekonomistów być może rzeczywiście uda się tego uniknąć – o ile sytuacja nie ulegnie gwałtownemu pogorszeniu.
Jednocześnie ekonomiści zwracają uwagę, że w szerszym kontekście finansów publicznych projekt CPN może stanowić istotne obciążenie. – Jeśli założymy, że szok energetyczny wygaśnie w ciągu kilku miesięcy i koszt programu sięgnie kilku miliardów złotych, to sytuacja nie jest dramatyczna – zaznacza Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska. – Problem pojawi się jednak, jeśli wysokie ceny paliw utrzymają się do końca roku. W takim scenariuszu skala działań rządu będzie musiała być większa, a ich czas trwania dłuższy, co przełoży się na wyraźnie wyższe koszty. W ujęciu rocznym koszt rzędu 20 mld zł to około 0,5 proc. PKB.
– To już istotna wielkość, szczególnie w sytuacji, gdy punkt startowy deficytu wynosi ok. 7 proc. PKB. Od kilku lat rządzący balansują na granicy bezpieczeństwa fiskalnego, a dokładanie kolejnych kosztów oznacza zwiększanie tego ryzyka. To nie jest komfortowa sytuacja dla finansów publicznych – podkreśla Bielski.
– Sytuacja finansów publicznych jest bardzo napięta – dodaje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Wcześniejsze programy pomocowe czy rosnące wydatki na obronność znacząco ograniczyły przestrzeń fiskalną państwa na reagowanie na kolejne szoki – zaznacza.